Napisane przez: Lady Mrau | 27 październik 2009

Kultywując zdrowy egoizm

Ostatnie tygodnie, a nawet miesiące, pokazały mi jak duży mam problem z poczuciem winy i zobowiązania wobec mojej rodziny. Lata tresowania, że moje potrzeby i uczucia nic nie znaczą, natomiast ICH są święte. Przymus biegnięcia na każde zawołanie, skakania wokół zranionego ego rodzica, głaskania po główce. I niech nawet na myśl mi nie przyjdzie cały czas i energię skupiać na SWOICH celach, przyjemnościach. A co dopiero drażnić rodzicielkę czy ojca, tym, że układa mi się lepiej.

Po całym dzieciństwie takiego traktowania sama zaczęłam siebie pilnować. Każde dbanie o swoje interesy i uczucia, gdy rodzicom jest przykro (bo nie spełniłam ich oczekiwań, a niekoniecznie zrobiłam coś złego) kończyło się poczuciem winy, samokaraniem się – sabotowaniem swoich sukcesów, w najlepszym wypadku ciągłym potykaniem się, kaleczeniem za każdym razem gdy coś kroiłam, “przypadkowym” niszczeniem i gubieniem ukochanych przedmiotów.

Trzeba było  końcu coś z tym zrobić.

Na początku przez kilka tygodni pracowałam nad afirmacjami typu:

Jestem w porządku gdy jestem wolna od presji mojej rodziny.

Jestem bezpieczna niewinna i w porządku kiedy olewam presje mojej rodziny.

Ja Agnieszka jestem całkowicie uczciwa wobec …. kiedy uwalniam się od zobowiązań wobec niego/niej.

Bóg uwalnia mnie od wszelkich zobowiązań wobec ….

W efekcie przestałam czuć przymus ulegania presjom i oczekiwaniom, ale poczucie winy i wstydu zostało. Wręcz wypełzło z głębi mnie, pokazując swoją narastajacą latami siłę.

Czułam się jak śmieć, całkowicie bezwartościowa osoba. Musiałam się zmierzyć z poczuciem niegodności na najgłębszym poziomie, całkowicie podważającym moje prawo do istnienia. W końcu żyłam dla mojej rodziny, byłam “dobrym człowiekiem/córką” gdy wszystko było im podporządkowane… i nagle przestałam . Życie dla samej siebie wydawało się całkowitą abstrakcją.

Na szczęście na warsztatach przerabialiśmy temat uwalniania się od bycia ofiarą i choć przeorał mi mózg, to wiele mi uświadomił i pomógł pójść do przodu. Zrozumiałam, że dopóki czuję się nie do końca w porządku zajmując się własnych życiem, dbając o siebie, będę walczyć z moją rodziną o prawo do tego. Próbować ich przekonać, że to jest dobre, wkurzać się na ich presje i pokazowo robić po swojemu. Zatrzymam się na poziomie buntu, zamiast spokojnie robić swoje i iść do przodu. To się właśnie działo.

Czasem w afirmacjach ważne jest trafne sformułowanie, a jednocześnie dobranie kilku w jednym temacie, by przerobić go ze wszystkich stron.

Teraz pracuję nad:

Ja … jestem całkowicie niewinna i w porządku kiedy nie spełniam oczekiwań moich rodziców/babci.

To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy wybieram moje szczęście, zdrowie, bogactwo i spełnienie, bez względu na to jak żyje się moim rodzicom.

To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy cieszę się swoim życiem i całą energię i swój czas skupiam na realizacji moich marzeń i celów, nawet jeśli moi rodzice męczą się, cierpią i chorują.

To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy jestem szczęśliwa, radosna i zadowolona, nawet gdy inni cierpią

To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy żyje mi się łatwo i szczęśliwie.

Zasługuję na miłość, szacunek i uznanie gdy jestem radosna, zdrowa, bogata i szczęśliwa.

Zasługuję na miłość, szacunek i uznanie gdy z pełnym zaangażowaniem realizuję moje cele i marzenia.

Do tego kilka sesji regresingu, gdzie przerabiałam decyzje, że rezygnuję z bycia sobą, realizowania swoich marzeń, by mnie rodzina wreszcie zaakceptowała. Wyobrażenia, że ich poglądy, sposób widzenia świata jest lepszy od mojego, że zawsze mają rację. Różne sceny nadużyć wobec mnie w dzieciństwie, przekraczania moich granic.

Z każdym dniem czuję, że mam coraz więcej energii. Aż żyć się chce!

Babcia próbuje wbić mnie w stare schematy np. dzwoni “tata pobił mamę, masz natychmiast przyjść i zająć się mamą, ona jest taka biedna i chora…”. Oczywiście wiem, że pewnie parę godzin chodziła za nim i wbijała szpile by go rozdrażnić, może chwycił ją za rękę, może popchnął.  Damskim bokserem nie jest, ale też nie panuje nad sobą w chwili złości. Mama dostała to czego chciała, kolejną scenę udowadniająca, że on jest taki zły a ona biedna skrzywdzona. Babcia dołączyła się do akcjo rozdmuchiwania sprawy do jakiś absurdalnych rozmiarów. Wieczorem rozmawiałam z bratem, śmiał się tylko, że ciekawie do kogo jeszcze dzwoniły i przekonywały jaka to zbrodnia się stała.

Oczywiście odmówiłam, ale nadal czułam emocjonalna reakcję i przymus uzasadniania swojej decyzji. Czyli jeszcze sporo pracy mnie czeka nad afirmacjami.

Podobno ojciec ma się dzisiaj wyprowadzić. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mój brat szuka jakiegoś taniego mieszkania na wynajem. Niedługo mama zostanie sama w wielkim domu. Ciekawe czy coś wtedy do niej trafi, czy okopie się w swojej wizji świata. Jak tata zniknie z jej życia, rolę tej podłej przyjmę w 100% ja. Tym lepiej bym czuła się w porządku ze swoimi wyborami i uczuciami.

Napisane przez: Lady Mrau | 13 wrzesień 2009

Po urlopie

Wróciłam. Powoli przestawiam się z powrotem na życie w dużym mieście, szybsze tempo, pracę. To zadziwiające ile dystansu daje taka całkowita zmiana środowiska.

Urlop był wspaniały. Miałam trochę obaw związanych z tym jak się dogadamy z Ukochanym – to nasz pierwszy dłuższy wyjazd razem. Akurat świeżo byłam po zwierzeniach koleżanek jak to różna wizja i oczekiwania prawie zrujnowały im urlop i zastanawiałam się czy my będziemy w tych innych warunkach równie zgrani jak co dzień. Okazało się, że jak najbardziej. Oboje chcieliśmy przede wszystkim wypocząć w ładnym otoczeniu i trochę pochodzić i pozwiedzać. Zabraliśmy sobie dużo książek, ja jeszcze dokupiłam na miejscu kilka tomów Agathy Christy gdyż trafiłam na wyprzedaż. Jak mieliśmy ochotę to robiliśmy sobie spacer po Kazimierzu, wąwozach, lesie. Jak ochoty brakło to siedzieliśmy w domku, na werandzie lub w pokoju czytając książki. Nic na siłę. Jedyny zgrzyt to to to, że Słońce ma znacznie lepszą kondycję i wytrzymałość ode mnie i mógłby chodzić więcej i dłużej, ale przyjmował ze czułym zrozumieniem żale informatyczki – nogi mi odpadają, odpocznijmy.

Kwatera okazała się wyśmienita – praktycznie poza weekendem mieliśmy CAŁY DOM dla siebie. Pokój na poddaszu, z wieeelkim łożem z czarnymi metalowymi zagłówkami od razu przypadł mi do gustu. Aż chciało się na nim kochać, co robiliśmy praktycznie codziennie albo i częściej :) )) Gdy człowiek jest wypoczęty i dysponuje dużą ilością czasu, to i bardziej mu się chce i ma możliwości by poszaleć, lub po prostu cieszyć się bliskością drugiej osoby.

Bardzo spodobało mi się jedzenie śniadania na werandzie. Cisza, spokój, słychać jedynie świergot ptaków i czasem jakiś pies zaszczeka. Ustaliliśmy, że w planach mamy dom z ogrodem i oglądając okoliczne wille wybieraliśmy elementy, które się nam podobają. Ukochany nawet zrobił zdjęcie najładniejszego, by mieć podpórkę do ewentualnych wizualizacji celu :)

Nie sprawdziły się też moje obawy, czy nie okaże się, że nie potrafię odpoczywać. Okazało się, że z łatwością przeszłam w tryb wypoczynkowy zupełnie przestając myśleć o pracy. Za to po powrocie wyraźnie poczułam jak zmienia mi się sposób myślenia i samopoczucie. Od razu pojawiło się napięcie, przymus ciągłego działania – pracy. Nie podoba mi się to i muszę to zmienić.

Zgrzytem w całym urlopie było spotkanie z tatą i jego kobietą (nazwijmy ją M.). Umówiliśmy się, że skoro spędzają weekend w tym samym mieście to się spotkamy w ramach zapoznania. Ciekawa byłam JEJ. Są już razem rok czasu, wygląda to poważnie, więc stwierdziłam, że warto ją poznać. Ona okazała się być miła, inteligentna i ze zdecydowanie niskim poczuciem własnej wartości. Jak się dowiedziała, że mamy problem z kupieniem sobie co ambitniejszych produktów spożywczych (ach te wiejskie i małomiejsce sklepiki), to przywiozła nam całą torbę przysmaków. Natomiast tata zachowywał się tragicznie. Widać było, że jest w złym nastroju (ostre przejścia z matką z okazji wyjazdu) i wyraźnie odreagowywał na M. Ciągle wbijał szpile, ale potem to bagatelizował, więc niby nie mogła mieć do niego pretensji. Cwana i paskudna taktyka. Nawet Ukochany stwierdził, że z powodu jego zachowania to był bardzo męczący psychicznie dzień. Natomiast sporo zwiedziliśmy, gdyż samochodem da się podjechać dalej niż nieczęsto kursującymi busami. Co znamienne, ojciec znów wyskakiwał ze swoimi zaborczymi zachowaniami pod moim adresem. Wyraźnie przeszkadzały mu wszystkie gesty bliskości i miłości między mną a Moim Mężczyzną. Aż mu M. zwróciła uwagę, że jest o mnie zazdrosny. Powiem szczerze, gdyby mnie jeszcze jak kiedyś poklepał po pupie to bym mu przywaliła.

Oczywiście matka nakręciła babcię, ze zbrodnia się stała i tata pojechał do kochanki. Tata powiedział, że jedzie spotkać się ze mną, więc miałam „wyjątkowo przyjemne” telefony od babci, podczas których stwierdzałam, że nie odpowiadam na jej pytania, bo to moje prywatne sprawy co robię i odkładałam słuchawkę.

Za to ojciec był chyba owładnięty jakąś manią poprzeszkadzania mi i Słońcu, bo po powrocie do domu i awanturze z matką przyjechał do M. i zadzwonił do mnie, że chciałby NA CZARNO zanocować w naszym domku… Cholera, w naszym rodzinnym mieście, 10 min od domu rodziców moje mieszkanie stało puste. Brat miał klucze, bo wpadał go doglądać, gdyby ojciec chciał tam zanocować do naszego powrotu nie miałabym nic przeciwko. Ale zwalać mi się na głowę w trakcie urlopu? O nie… Totalnie głupie, wręcz kretyńskie. Sam zapracował sobie na swoją sytuację, przez rok czasu nie złoży pozwu rozwodowego i nie wyprowadził się od swojej żony, bo ma nadzieję że uda mi się odzyskać część domu. Nic mu się nie uda odzyskać, trzeba było nie przepisywać go na babcię. Poza tym mieszkając tam tylko się kłócą i na pewno nie sprawia to, że mama jest bardziej ugodowa. Nie chce mu się podjąć ostatecznych decyzji i coś zrobić ze swoim życiem, ale poprawiać sobie samopoczucie cudzym kosztem to chętnie. Czuję presje z jego strony bym mu pomagała, ale figa z makiem. Nic moim kosztem i nic kosztem mojego związku. Poza tym pomóc mogę komuś, kto chce coś sam zmienić, naprawić, potrzebuje tylko wsparcia, ale już nie „pomagam” osobom, które chcą się tylko wyżalić i wymagają by ktoś wziął na siebie bałagan jaki narobiły. Wampirom wszelkiej maści mówię NIE!

Przede mną przyjęcie weselne Przyjaciółki. Tak się cieszę, że ją zobaczę zanim znów wyjedzie na drugi koniec świata. A od wtorku do mojej ostatnio ulubionej gry MMORPG- Runes of Magic dochodzi rasa elfów, dlatego zapowiedziałam Słońcu, że znikam na jakiś czas robiąc postać elfiej magiczki :) )) Mam tylko dylemat jaką drugą klasę wybrać. Cóż będę w temacie uzależnień i kompensacji, więc może dokończę artykuł dla Ratibusa ;)

A zboczenie graficzno-informatyczne sprawiło, że wczoraj pół dnia dostosowywałam interface gdy do nowych klimatów. Mam ramki stylizowane na pnące się rośliny i masę przydatnych addonów. Ja gadam o elfach a Słońce o nowym Flash poincie i Armie 2. Ja nie rozumiem Jego, a on mnie, ale tolerujemy swoje hobby ;)

Czas spać, jutro nie mogę pospać do południa. Niestety.

Napisane przez: Lady Mrau | 28 sierpień 2009

Przed wyjazdem

Z racji prowadzenia własnej firmy nie ma czegoś takiego jak kolega/koleżanka z pracy, który będzie kontynuował projekty pod moją nieobecność. Dlatego do dnia wyjazdu muszę wszystko dokończyć i nie ważne, czy już ledwo widzę na oczy i warczę na widok kodu php czy też nie. Choć pomimo fizycznego zmęczenia czuję rosnącą radość związaną z wyjazdem. A jednocześnie ciekawość. To moje pierwsze prawdziwe wakacje od kilku lat, pierwszy dłuższy wyjazd z Ukochanym, pierwszy tak ługi odwyk od komputera. Pierwsza sytuacja, gdy NIE MOGĘ pracować, chodzić po necie, grać za to mam bardzo dużo czasu do spędzania ze sobą i moimi myślami. Jak na to zareaguję? Jak będziemy się czuli i reagowali na siebie oboje? Mamy okazję sprawdzić się w nowych warunkach.

Jadę w poniedziałek, wracam po ok 12 dniach, choć może przedłużymy do 14.

Cieszę się, bo wszystko udaje mi się dopiąć. Projekty wyszły fajnie, klienci zadowoleni, tak jak ich prosiłam przelewy zrobili tak, że już doszły i mogę rozliczyć cały miesiąc. Jutro ostatnie pranie i zakupy. Oczywiście mam tendencję do myślenia o wszystkim i planowaniu każdego drobiazgu, ale tym razem dałam sobie luz i scedowałam sporo spraw na Ukochanego i okazuje się, że świat się nie zawalił, to co miał zrobić – zrobi, jak trzeba się konsultujemy i bardzo się cieszę, że odpuściłam sobie mój zosiosamosizm, bo tak jest po prostu łatwiej i przyjemniej.

Przez ostatni trydzień musiałam też jeszcze raz przemyśleć mój stosunek do matki i to co zamierzam robić ze swojej strony. Trochę mnie to psychicznie kosztowało, doświadczyłam kolejnej serii bardzo silnych presji rodzinnych, manipulacji matczynych i własnych wątpliwości moralnych.

Matuś wylądowała w szpitalu. Miały być zwykłe badania na jej skłonność do zapaści, po czym zignorowała zalecenia lekarza i zdrowy rozsądek i skończyło się wylewem, po którym ledwo mówi – co zaczyna mijać. Od jakiegoś czasu miała tendencje do działań typu – doprowadzę się do choroby, a potem będę miała do wszystkich pretensje, że się mną nie opiekują. Nawet tata zaczął już to dostrzegać, bo jej akcje są jednoznaczne, jednak jak tylko doprowadzi się do poważniejszego stanu, to całej rodzinie mózg się wyłącza i jest tylko biedna nieszczęśliwa mama, nad którą trzeba skakać. A mama robi wszystko co się da by tylko jak najbardziej angażować innych w opiekę nad nią. To niesamowity widok – osoba, która jest szczęśliwa, że jest chora, z dumą w głosie relacjonuje swój stan zdrowia, pokazując jaka to ona jest dzielna, że tyle znosi…

Wpierw zadzwonił tata rzucając hasła, ze stan mamy jest ciężki, że to może ostatni raz, żebym poszła… Tak, stan mamy jest taki ciężki, że reszta rodziny bez problemu spędza weekend na działce, ktoś tu coś naciąga… Do tego łzawe opowieści, że jak tylko wspomni moje imię to mam płacze. Szkoda tylko, że ta tęsknota za mną nie motywuje jej do zmiany swojego postępowania wobec mnie nawet o 5%. Nie, wszystko jest ok, tylko ja ją krzywdzę… A teraz wreszcie mama ma okazję wykorzystać sytuację by się ze mną zobaczyć. Oczywiście nikt nie pamiętał, że ZERWAŁAM Z NIĄ KONTAKT!!!. Kto by się takim szczegółem jak i moimi uczuciami przejmował. Liczy się tylko to czego ONA oczekuje. Oczywiście wiem to nie od dziś i nie zamierzam się podkładać. Obiecałam sobie, że sama będę się chronić i o swoje uczucia dbać, bo na nich liczyć nie mogę.  A mama każdą moją wizytę w szpitalu w latach wcześniejszych wykorzystywała by przy wszystkich na sali zrobić ze mnie wyrodną córkę. Nie ważne, ze przyszłam, powinnam w podskokach i na jednej nodze. A jakbym tak zrobiła, to by się okazało, że skakałam za mało entuzjastycznie… A ja zawsze byłam zbyt grzeczna by jej przerwać, choć ludzie zażenowaniu słowami mamy pewnie wdzięcznie by to przyjęli.  Całe jej zachowanie, przysyłanie mi smsów i dzwonienie, chociaż ileś razy prosiłam by tego nie robiła, że nie dobieram i kasuję bez czytania, pokazywało, że w jej postawie nie ma zmian.

Ostatecznie kupiłam jej śliczny bukiet kwiatów, dołączyłam bilecik z życzeniami i przekazałam przez brata. I czułam się z tym dobrze, że szanuję siebie i dbam o siebie.

Następnego dnia źle się czułam (okres, przyjemność kobieca) , więc odwołałam swoją wyprawę na działkę w celu sadzenia krzaczków. Znów nie odebrałam telefonu od mamy i po chwili zadzwoniła babcia z awanturą, że mam czegoś bardzo potrzebuje i mam się z nią skontaktować, a babcia jest w swoim mieście, rodzinka na działce. No dobra… rozumiem, sytuacja kryzysowa, dzwonię. Okazuje się, że tata z bratem przynieśli jej jedzenie i zostawili obok łóżka a ona nie może sobie tego wziąć, na obiedzie nie była bo miała badania, żebym przyjechała. Pytam się czy żadna pielęgniarka nie może jej pomóc, skoro chodzi tylko o podanie gotowego jedzenia, to od razu zrobiła scenę, że ach ja nie znam realów, jeśli to dla mnie taki problem, to niech nie przyjeżdżam. Oczywiście manipulacja tylko mnie zirytowała, ale znając ją wiem, że musi jeść regularnie, bo inaczej ma straszne ataki migreny.

Dobra, łyknęłam jakieś leki rozkurczowe i przeciwbólowe i jadę.

Matka zachowywała się popranie, prezentując wobec mnie ledwo tłumioną wrogość. Okazało się, że może pielęgniarki są zabiegane, ale spokojnie by jej pomogły. Do chłopaków nie dzwoniła spytać się czy mogą wrócić wcześniej. Od początku planowała wrobienie mnie w pomoc.  Nic jej nie mówiłam, zrobiłam co było do zrobienia i pojechałam. Jak wróciłam do domu pomyślałam sobie – nigdy więcej. Jak mama chciała mieć córkę do pomocy, to trzeba było o relację dbać.  Teraz już po ptokach.

To nie jest przypadek osoby, która inaczej nie potrafi, ale się stara. Nie, jej się po prostu nie chce. To zimna egoistka, która całe życie manipulowała ludźmi i wykorzystywała ich do swoich celów. Czasem uroni łezkę, ale nie z powodu mnie, tylko niespełnionej wizji córeczki, która biegnie na każde zawołanie, jest zawsze po jej stronie (przeciw ojcu), zawsze wysłucha, pogłaszcze po główce i w żadnym wypadku nie ma własnych potrzeb, oczekiwań i praw. Jak sama kiedyś przyznała, urodziła mnie bym robiła jej dobrze… no cóż, trzeba było sprawić sobie robota, ja jestem człowiekiem ze swoimi potrzebami i planami na życie, a rezygnowanie z siebie i podporządkowanie się mamie przez większość mojego życia, do tej pory wychodzi mi bokiem. Zresztą jakikolwiek przejaw serca z mojej strony i tak zostaje zignorowany, potraktowany jako oczywistość albo wręcz zinterpretowany jako coś złego (a mama potrafi odwracać kota ogonem, wierzcie mi)

Dawałam jej wiele szans, ale nawet jeśli chwilę słuchała, potem wracała do swojej wizji świata i NIC nie zmieniała w swoim zachowaniu i postawie wobec mnie. A ja płaciłam zbyt wielką cenę psychiczną za podtrzymywanie kontaktu, za każdą rozmowę z nią, gdzie poprawiała sobie samopoczucie moim kosztem. W końcu zrozumiałam, że bez względu na to jak bardzo się poświęcę – jej nie uszczęśliwię. Bo ona nie potrafi być szczęśliwa, pielęgnuje własne żale i pretensje niczym najcenniejszy skarb.  Są one podstawą jej samooceny (skrzywdzona niewinność) i sposobem na życie.  Za to widać było wyraźnie, że gotowa jest mnie zniszczyć psychicznie, by tylko na chwilę poczuć się lepiej. Pozbawiona empatii, żałosna karykatura matki…

Przez lata dawałam się manipulować poczuciem winy, ulegałam presją oczekiwań rodziny, dla której wygodne było bym się podkładała. Postanowiłam jednak, że teraz dbam o siebie i swoje życie. To jest moja decyzja co zamierzam zrobić w tej sytuacji. Wbrew pozorom ja mam wybór. Mogę się wyoutować z roli córeczki dbającej z poświęceniem o coraz bardziej chora psychicznie matkę. Nie interesuje mnie rola matki teresy. Wolę być czarną owcą, wyklętą przez rodzinę, ale dobrze się czuć sama ze sobą. Mieć świadomość, że mogę na siebie liczyć, nie dam się zniszczyć w imię jakiejkolwiek ideologii. Dbam o swoje uczucia, swoje potrzeby, po raz pierwszy doceniam, że są ważne. Nie poprawiam sobie samopoczucia cudzym kosztem, ale nie pozwalam też by inni robili to ze mną. Coraz bardziej czuję co to znaczy szanować siebie i swoje granice.

Oczywiście to była dopiero pierwsza z wielu sytuacji tego typu. Ja stawiam sprawę jasno – nie utrzymuję kontaktu z matką, nie będę się nią opiekować na starość. Może za kilka lat nabiorę takiej odporności psychicznej, takiej siły, że to co ona robi będzie po mnie całkiem spływać i jakiś kontakt będzie możliwy, ale na razie muszę dbać o siebie.

Tylko muszę jeszcze do końca uwierzyć w to, że ten wybór jest moralnie w porządku. Całe szczęście Ukochany chodzi za mną i kilka razy dziennie powtarza mi – dobrze robisz, jesteś w porządku. Zanim do końca w to uwierzę, potrzebuję tych słów.

Napisane przez: Lady Mrau | 2 sierpień 2009

W co wierzysz?

Test ze strony: www.beliefnet.com/Entertainment/Quizzes/BeliefOMatic.aspx

1. Neo-Pagan (100%)
2. New Age (100%)
3. Unitarian Universalism (97%)
4. Mahayana Buddhism (95%)
5. New Thought (88%)
6. Scientology (83%)
7. Theravada Buddhism (83%)
8. Liberal Quakers (80%)
9. Reform Judaism (71%)
10. Hinduism (69%)
11. Jainism (67%)
12. Christian Science (Church of Christ, Scientist) (64%)
13. Taoism (63%)
14. Mainline to Liberal Christian Protestants (62%)
15. Sikhism (60%)
16. Secular Humanism (54%)
17. Baha’i Faith (47%)
18. Orthodox Judaism (43%)
19. Orthodox Quaker (42%)
20. Nontheist (36%)
21. Islam (32%)
22. Mainline to Conservative Christian/Protestant (23%)
23. Seventh Day Adventist (16%)
24. Church of Jesus Christ of Latter-Day Saints (Mormons) (14%)
25. Jehovah’s Witness (14%)
26. Eastern Orthodox (2%)
27. Roman Catholic (2%)

PS. Za dużo się dzieje na kilku frontach bym mogła to wszystko spisać. Ale w koncu to zrobię. Mam też rozpoczęty post dla Ratibusa nt. mechnizmów kompensacyjnych i uzależnień, ale potrzebuję więcej czasu i wolnej głowy by go skończyć.

Napisane przez: Lady Mrau | 17 lipiec 2009

Remontów ciąg dalszy

Po odnowieniu pokoju przyszedł czas na kuchnię. Zarówno ja jak i Ukochany doszliśmy do wniosku, że koniecznie trzeba ją odnowić. Może nie będzie to od razu remont generalny, ale odnowienie ścian połączone z generalnymi porządkami już wiele zmieni.

Tym bardziej, że oboje czujemy potrzebę zmian. Zmian wokół nas, które podkreśliłyby przemiany wewnętrzne. Owoce wielu przemyśleń, trudnych rozmów, wniosków z sytuacji rodzinnej i konsekwentnej pracy nad sobą.

Trzeba puścić zatęchłą energię w ruch, wyrzucić kiepskie, zmienić dobre na lepsze. Cieszyć się możliwością dowolnej kreacji przestrzeni wokół siebie, swojego życia.

Nigdy nie sądziłam, że odsuwanie szafek, wynoszenie i porządkowanie rzeczy może sprawiać tyle przyjemności :) Jestem padnięta,  ale zadowolona.  Mamy za sobą etap przygotowań. Jutro od rana przystępujemy do malowania i innych prac.

W niedzielę wyruszamy na poszukiwania nowego plakatu, który by ozdobił jedną ze ścian, a od poniedziałku polujemy na nową szafkę wiszącą na rosnącą kolekcję przypraw. Snuję też dalsze plany zmian w mieszkaniu.

Jak przerobiłam różne wyobrażenia związane z pracą np. że to praca zniszczyła mamę (ona zawsze tak mówiła, że gdyby nie praca to nie byłaby taka), więc jest złem, którego należy unikać, że to z powodu pracy i pieniędzy rodzice się kłócili, więc jak będę dużo zarabiać i angażować się w pracę, to mi się związek posypie itp., to nagle zaczęli się pojawiać klienci gotowi płacić mi 2-3 razy więcej za tą samą, ale mniej upierdliwą pracę. Mogę więc przestać się ograniczać. Choć na razie przede wszystkim odkładam na wakacje – pierwsze od 5 lat… W tym roku wyjeżdżam i już!

I coraz więcej luzu mam w sobie. Zgody na siebie taką jaką jestem. Więcej miłości i akceptacji w sercu, a jednocześnie odwagi by wyrażać także przykre emocje. Kiedyś chciałam być twarda i zimna, teraz wiem, że jestem wrażliwa i pełna emocji  i to jest ok. Nie muszę nikogo udawać ani przed sobą ani przed innymi. Czuję, że moje relacje z ludźmi stały się głębsze, bardziej szczere. Niektórych nie da się naprawić, ale jakoś lepiej sobie z tą świadomością radzę.  Być może w najbliższym tygodniu będę musiała zerwać relacje także z ojcem. Być może nie trzeba będzie. Jeśli tak, to pewnie się poryczę, ale dam sobie radę. Zrobię to co będzie trzeba by chronić siebie. Obiecałam sobie, że będę o siebie dbać, że będę swoją najlepszą przyjaciółką i nie zawiodę siebie. Nigdy nie potrafiłam bronić swoich granic, nawet nie wiedziałam, że takie posiadam. Od kilku tygodni odkrywam je, zaznaczam, bronię i po raz pierwszy w życiu czuję się z tym w porządku. Uczucia i pragnienia  innych osób nie są ważniejsze od moich.  Niby oczywiste, ale w moim domu zawsze było na odwrót.

Delektuję się każdą zmianą małą i większą.

Napisane przez: Lady Mrau | 17 czerwiec 2009

Czasem człowiek musi chorować…

.. by choć trochę odpocząć.

Co prawda ogranicza się to do spania i snucia się po mieszkaniu, bo na więcej mózg zmęczony gorączką mi nie pozwala, ale dobre i to. Dziś nawet jestem w stanie skupić się na tyle, by napisać coś na blogu ;)

Wyjazd w długi weekend na działkę był fajnym pomysłem. Podziałaliśmy trochę w domku, wyżyłam się demolując tynki i szykując ściany do ponownego zagipsowania i malowania, odbyliśmy kilka rundek po ładnym lesie. I po prostu poleżałam do góry brzuchem delektując się pełnym tlenu powietrzem. Nocowanie na miejscu też miało swój urok.

Atmosferę psuł tylko tata, swoimi tekstami,  atmosferą oczekiwań i pretensji jaka w połączeniu z “ale nie ma problemu, przecież masz prawo….” wkórzała mnie maksymalnie. Znowu się uwstecznił i wrócił do starych manipulacji i w sumie zachowuje się niewiele lepiej od mamy. Nic dziwnego, że sniło mi się, że mama to zakamuflowany diabeł, a tata jej demoniczną prawą ręką. Heh, nie muszę chyba dodawać, że się nie wyspałam…

Po troszku sobie układam kolejne emocje, kolejne sprawy, ale boli… Psyche i chce, i się opiera. Raz się biorę z bykiem za rogi, by dnia kolejnego uciec w pracę czy inne działania. Ale idę do przodu, bo dzięki pracy, jest coraz większy luz.

Trochę mi się te emocje na wierzchu odbijają na relacji ze Słońcem. Mocniej na pewne rzeczy reaguję, a powody są, bo przecież On też idealny nie jest. Na szczęście udaje nam się sobie wszystkie wyjaśniać na bierząco i nie pielęgnować żali i pretensji.

Jednak nadal mam pustkę w głowie i średnio mi się pisze… To chociaż sobie trochę pogram. Ostatnio wciągnęła mnie gra online Runes of Magic. Darmowa, chyba, że ktoś ma ochotę na extra itemki ze sklepu. Do tej pory zawsze byłam samotniczką, ale w MMORPG się tak nie da. Ćwiczę więc swoje społeczne skille i angielski szukając drużyn, uzyskując pomoc na chacie i wyruszając na wspólne wyprawy na bossów. Dołączyłam też do odjechanej gildii, w której jestem 2-gą kobietą. Muszę przyznać, że wesoło jest :)

Wiem, że to mało kreatywne i w sumie lepiej by było wyjść do ludzi, ale ostatnio jakoś nie mam ochoty – w towarzystwie innych osób emocje są silniejsze i się męczę, więc wolę wpierw zrobić z nimi porządek.  Zresztą odkąd pamiętam po prostu lubię sobie pograć :)

A w pracy – współpraca z nową firmą partnerską kwitnie :)   Na razie jednak delektuję się przymusowym urlopem.

Napisane przez: Lady Mrau | 10 czerwiec 2009

Jedną nogą w głuszy

Niniejszym oznajmiam, że wybywam na dni kilka. Na działkę pod lasem, z dala od cywilizacji.

Zamiast siedzieć w css’ie będę odświeżać domek, pielić grządki i spacerować po lesie.

Pomimo spartańskich jeszcze warunków (podłączyli już wodę, ale tylko zimną!) postanowiliśmy z Ukochanym zostać tam także na nocki, co by jak najwięcej skorzystać z pełnego tlenu powietrza i urokliwego otoczenia.

No i dłuższa przerwa od komputera też mi się przyda, bo ostatnio do niego praktycznie przerosłam. W efekcie mam fajne zlecenia i nową, owocną, a przede wszystkim dobrze płatną i tylko graficzną a nie koderską współpracę z firmą z branży, ale zaczynam zabijać spojrzeniem i o fizys oraz psyche też zadbać trzeba.

A po ostatniej sesji: cóż…. wychodzą na wierzch elementy DDA/DDD, co do których sama nie wiedziałam, że stanowią problem, tak sobie przystało ładnie potłumiam i “wytłumaczyłam”. Z biciem przez ojca i pewnymi elementami molestowania seksualnego włącznie. Tzn. o pewnych rzeczach pamiętałam, ale trochę bagatelizowałam no i masz babo placek. Szczerze mówiąc cały czas uciekam od tego tematu, przerabiam go po łebkach. Ale biorąc pod uwagę ile emocji i wstydu mu towarzyszy, to i tak cud, że w ogóle przerabiam…

I jeszcze jedna refleksja – jak ja z moimi obciążeniami wyniesionymi z domu, lękiem przed ludźmi z mężczyznami na czele, byłam w stanie stworzyć całkiem fajny związek – naprawdę nie wiem. Chyba tylko silna  karmiczna miłość tłumaczy czemu obopólne  DDA szalejące we wszystkich innych naszych relacjach i dziedzinach życia, tutaj okazuje się tracić impet.

Wszystkie uświadomenia pt. jak to zepsułam kilka fajnych znajomości bo się bałam… nigdy nie są fajne. Najdziwniejsze, że to miało miejsce tak bezrefleksyjnie. Po prostu jedne, drugie, trzecie i dziesiąte zaniechanie. Zupełny brak świadomości co jak i dlaczego, oraz jak silny lęk się pod tym kryje.

Naprawdę każdego miesiąca uświadamiam sobie, że naprawdę niewiele o sobie wiem i ciągle uświadamiam sobie coś nowego.

Najbardziej podobała mi się w trakcie sesji wizualizacja, gdzie odnajdywałam i zabierałam ze starego mieszkania i domu rodziców różne części mnie, które tam symbolicznie zostały – jakiś aspekt mojej osobowości stłamszony na jakimś etapie dzieciństwa. Gdy weszłam do najstarszego mieszkania po prostu zaczęłam walić i drapać w ściany zanosząc się płaczem i krzycząć – “oddajcie mi moje życie!” . A potem odnalazłam śmiertelnie przerażoną dziewczynkę ukrytą na dnie szafy….

Ups, późno już a muszę się wyspać. Dokończę może innym razem.

Udanego długiego weekendu!

Napisane przez: Lady Mrau | 8 czerwiec 2009

ABECADŁO UCZUĆ

Najprościej rzecz ujmując uczucia informują Cię na ile dana sytuacja, rzeczywistość, relacja jest dla Ciebie ważna i czy Ci służy, czy wręcz przeciwnie. Kiedy uświadomisz sobie i nazwiesz emocje, to łatwiej będzie odkryć jaką wieść przynoszą. Takim abecadłem uczuć są następujące informacje:

lęk – informuje o możliwym zagrożeniu – uciekaj albo zachowaj ostrożność
złość – mobilizuje energię i dodaje sił żeby walczyć o to co dla Ciebie ważne .
smutek – mówi o poniesionej stracie. Domaga się przeżycia żalu po stracie, czasami żałoby i pożegnania się, a potem wyruszenia w dalszą drogę i poszukania innej formy zaspokojenia swoich potrzeb
poczucie winy – uświadamia ze naruszyłeś ważne dla siebie normy
radość – ze dobrze Ci z daną sytuacją, osobą

A teraz zobacz co się dzieje, gdy tłumisz te emocje:

kiedy tłumisz lęk – ryzykujesz wpakowaniem się w kłopoty, zlekceważeniem zagrożenia; kiedy tłumisz złość – prawdopodobnie tkwisz w sytuacjach lub związkach, które wcale Ci nie odpowiadają, co gorsza niewyrażone napięcie może powodować jakieś bóle w ciele lub czasami depresje; kiedy tłumisz smutek – nie przyjmujesz do wiadomości straty i nie szukasz innych form tego czego potrzebujesz; kiedy tłumisz wstyd – nie zmieniasz swojego zachowania i nie czynisz zadośćuczynienia.

A ponadto tłumiąc uczucia, tracisz mnóstwo energii życiowej, żeby te emocje zepchnąć do podświadomości a potem być czujnym aby nie wydostały się na powierzchnię. A przecież tę samą energię mógłbyś przeznaczyć dajmy na to na realizacje swoich marzeń…tych małych i tych niepospolitych; na realizację swoich planów… tych codziennych i tych które wyróżniają Cię z tłumu ludzi; na wyrażanie miłości i troski… tej jak chleb powszedni i tej zostawiającej ślad po Twoim istnieniu.

Więcej inspirujących artykułów dla DDA i nie tylko na stronie Pięknie żyć pomimo

Napisane przez: Lady Mrau | 31 maj 2009

Zmiany krok po kroku

Coś się zmienia we mnie i w moim życiu. Na razie nieśmiało, jakby nie chcąc mnie speszyć swoją radykalnością, jednak coraz wyraźniej. Przyglądam się zmianom, biorę w nich czynny udział, a jednak nie potrafię do końca stwierdzić dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Pozostaje czujność na bieżąco i nadzieja,  że wszystko zmierza w naprawdę dobrym kierunku.

Czułam nawet potrzebę zmiany w moim otoczeniu. Stanęło na przemeblowaniu pokoju, zakupie nowej narzuty, poduszki i kocyka na tapczan, a wczoraj i dziś odświeżałam kolor ścian. Muszę przyznać, że teraz bardzo mi się podoba :) Pokój mam w delikatnie złotej poświacie, dzięki światłu wpadającemu przez matowo-złote żaluzje. Dywan kremowo-oliwkowo-złoty, słoneczne lub lekko rude meble. Białe ściany, złota, satynowa narzuta, biała satynowa poduszka i jasnozielony kocyk. Jeszcze tylko upoluję zasłonki w ładnym, oliwkowym kolorze i będzie super.

Przeczytaj Więcej…

Napisane przez: Lady Mrau | 16 maj 2009

Niedomiar sprawiedliwości

W ramach urozmaicenia żywota zaliczyłam przygodę z polskim wymiarem sprawiedliwości. Przez 3 dni odwiedziałam osiedlowy komisariat policji w celu złożenia zeznań w sprawie wyłudzenia pieniędzy przez sklep internetowy. za 5 razem!!! o godzinie 20 wieczorem znalazł się policjant, który zgłoszenie przyjął. Przez godzinę spisywał protokuł jak to zakupiłam soczewki, zapłaciłam, dostałam potwierdzenie przyjęcia zamówienia do realizacji i  tutaj kontakt ze sklepem się skończył. Okazało się, że oszukanych osób w sieci jest co najmniej kilkadziesiąt. Znalazłam je przez internet, nawiązałam z nimi kontakt i tak jak część z nich postanowiłam darować sobie kolejne maile upominające i od razu uderzyć na policję.

Co ciekawe, podobno śledztwo jest zaawansowane, ale sklep jak działał tak działa i dzieki profesjonalnemy wyglądowi i doskonałemu wypromowaniu dalej oszukuje ludzi. Inni poszkodowani wkórzeni na całą sytuację sami powiadamiają pasaże handlowe i inne firmy reklamujace ten sklep. Z coraz lepszym efektem.

Czekam teraz na ruch naszego wymiaru sprawiedliwości i zastanawiam się czy zacząć się zakładać KIEDY coś się ruszy i jaki będzie tego efekt.

Ciekawa jestem czy gdybym doczołgała się na ten komisariat zakrwawiona to też by mnie odesłali, bo WSZYSCY są w terenie.  Takie polskie kwiatki.

Starsze wpisy »

Kategorie