Ostatnie tygodnie, a nawet miesiące, pokazały mi jak duży mam problem z poczuciem winy i zobowiązania wobec mojej rodziny. Lata tresowania, że moje potrzeby i uczucia nic nie znaczą, natomiast ICH są święte. Przymus biegnięcia na każde zawołanie, skakania wokół zranionego ego rodzica, głaskania po główce. I niech nawet na myśl mi nie przyjdzie cały czas i energię skupiać na SWOICH celach, przyjemnościach. A co dopiero drażnić rodzicielkę czy ojca, tym, że układa mi się lepiej.
Po całym dzieciństwie takiego traktowania sama zaczęłam siebie pilnować. Każde dbanie o swoje interesy i uczucia, gdy rodzicom jest przykro (bo nie spełniłam ich oczekiwań, a niekoniecznie zrobiłam coś złego) kończyło się poczuciem winy, samokaraniem się – sabotowaniem swoich sukcesów, w najlepszym wypadku ciągłym potykaniem się, kaleczeniem za każdym razem gdy coś kroiłam, “przypadkowym” niszczeniem i gubieniem ukochanych przedmiotów.
Trzeba było końcu coś z tym zrobić.
Na początku przez kilka tygodni pracowałam nad afirmacjami typu:
Jestem w porządku gdy jestem wolna od presji mojej rodziny.
Jestem bezpieczna niewinna i w porządku kiedy olewam presje mojej rodziny.
Ja Agnieszka jestem całkowicie uczciwa wobec …. kiedy uwalniam się od zobowiązań wobec niego/niej.
Bóg uwalnia mnie od wszelkich zobowiązań wobec ….
W efekcie przestałam czuć przymus ulegania presjom i oczekiwaniom, ale poczucie winy i wstydu zostało. Wręcz wypełzło z głębi mnie, pokazując swoją narastajacą latami siłę.
Czułam się jak śmieć, całkowicie bezwartościowa osoba. Musiałam się zmierzyć z poczuciem niegodności na najgłębszym poziomie, całkowicie podważającym moje prawo do istnienia. W końcu żyłam dla mojej rodziny, byłam “dobrym człowiekiem/córką” gdy wszystko było im podporządkowane… i nagle przestałam . Życie dla samej siebie wydawało się całkowitą abstrakcją.
Na szczęście na warsztatach przerabialiśmy temat uwalniania się od bycia ofiarą i choć przeorał mi mózg, to wiele mi uświadomił i pomógł pójść do przodu. Zrozumiałam, że dopóki czuję się nie do końca w porządku zajmując się własnych życiem, dbając o siebie, będę walczyć z moją rodziną o prawo do tego. Próbować ich przekonać, że to jest dobre, wkurzać się na ich presje i pokazowo robić po swojemu. Zatrzymam się na poziomie buntu, zamiast spokojnie robić swoje i iść do przodu. To się właśnie działo.
Czasem w afirmacjach ważne jest trafne sformułowanie, a jednocześnie dobranie kilku w jednym temacie, by przerobić go ze wszystkich stron.
Teraz pracuję nad:
Ja … jestem całkowicie niewinna i w porządku kiedy nie spełniam oczekiwań moich rodziców/babci.
To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy wybieram moje szczęście, zdrowie, bogactwo i spełnienie, bez względu na to jak żyje się moim rodzicom.
To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy cieszę się swoim życiem i całą energię i swój czas skupiam na realizacji moich marzeń i celów, nawet jeśli moi rodzice męczą się, cierpią i chorują.
To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy jestem szczęśliwa, radosna i zadowolona, nawet gdy inni cierpią
To niewinne i w porządku, sprawiedliwe i słuszne, gdy żyje mi się łatwo i szczęśliwie.
Zasługuję na miłość, szacunek i uznanie gdy jestem radosna, zdrowa, bogata i szczęśliwa.
Zasługuję na miłość, szacunek i uznanie gdy z pełnym zaangażowaniem realizuję moje cele i marzenia.
Do tego kilka sesji regresingu, gdzie przerabiałam decyzje, że rezygnuję z bycia sobą, realizowania swoich marzeń, by mnie rodzina wreszcie zaakceptowała. Wyobrażenia, że ich poglądy, sposób widzenia świata jest lepszy od mojego, że zawsze mają rację. Różne sceny nadużyć wobec mnie w dzieciństwie, przekraczania moich granic.
Z każdym dniem czuję, że mam coraz więcej energii. Aż żyć się chce!
Babcia próbuje wbić mnie w stare schematy np. dzwoni “tata pobił mamę, masz natychmiast przyjść i zająć się mamą, ona jest taka biedna i chora…”. Oczywiście wiem, że pewnie parę godzin chodziła za nim i wbijała szpile by go rozdrażnić, może chwycił ją za rękę, może popchnął. Damskim bokserem nie jest, ale też nie panuje nad sobą w chwili złości. Mama dostała to czego chciała, kolejną scenę udowadniająca, że on jest taki zły a ona biedna skrzywdzona. Babcia dołączyła się do akcjo rozdmuchiwania sprawy do jakiś absurdalnych rozmiarów. Wieczorem rozmawiałam z bratem, śmiał się tylko, że ciekawie do kogo jeszcze dzwoniły i przekonywały jaka to zbrodnia się stała.
Oczywiście odmówiłam, ale nadal czułam emocjonalna reakcję i przymus uzasadniania swojej decyzji. Czyli jeszcze sporo pracy mnie czeka nad afirmacjami.
Podobno ojciec ma się dzisiaj wyprowadzić. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mój brat szuka jakiegoś taniego mieszkania na wynajem. Niedługo mama zostanie sama w wielkim domu. Ciekawe czy coś wtedy do niej trafi, czy okopie się w swojej wizji świata. Jak tata zniknie z jej życia, rolę tej podłej przyjmę w 100% ja. Tym lepiej bym czuła się w porządku ze swoimi wyborami i uczuciami.