Szczęśliwego Nowego Roku!

Niech się spełnią Twe życzenia,
i te łatwe i trudne do spełnienia.
Niech się spełnią te duże i małe,
mówione głośno lub wcale.
Niech się spełnią wszystkie krok po kroku

w nadchodzącym Nowym Roku

życzy Wam Lady Mrau

PS. Za kilka godzin jadę na moje świętowanie Sylwestra. Cały wieczór robiłam sushi, wyszło pyszne :D

Opublikowane w:  on 31 grudzień 2007 at 08:28 Dodaj komentarz

Święta, święta i po świętach

Dni świątecznie minęły tak szybko, że nawet nie zdążyłam Wam złożyć życzeń. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że w tym roku przygotowanie świat od strony jedzeniowej praktycznie spoczywało na mnie. Od zamówienia i odebrania uszek i pierogów, po smażenie/pieczenie karpia na 2 sposoby, po pieczenie ciast, szykowanie deserów i innych potraw. A także kupowanie i pakowanie prezentów za siebie i kilku chorych, albo skrajnie zapracowanych członków mojej rodziny.

Mimo całej tej roboty święta zapamiętam jako udane i nawet dość miłe. Być może atmosferę poprawił fakt, że na wigilii nie było babci, dzięki czemu panowała dość wyluzowana atmosfera, bez traktowania stopnia dosmaczenia barszczu czerwonego niemalże jako sprawy życia i śmierci. Jak na coś trzeba było poczekać, to się czekało i nikt nie złorzeczył, że mama/ojciec/ja jesteśmy złymi gospodarzami. Po prostu można było sobie pogadać, a potem oglądać komedie romantyczną, gdy brudne gary czekały na mycie w zlewie.

Pierwszego dnia świat babcia przyjechała, więc starałam się spędzać u rodziców jak najmniej czasu, co stało w konflikcie z chęciami babci bym została jak najdłużej… Ale zmykałam do domu jak się dało, bo i odpocząć chciałam i nadrobić zwykłe prace domowe, które nawarstwiły się na skutek skupienia na działaniach wigilijnych.

Ukochany spędził Święta u swojej rodziny i muszę przyznać, że naprawdę mi go brakowało. Mam nadzieję, że nie oznacza to, że jestem od niego uzależniona :P

Po świętach została mi jedna lekcja – coraz gorzej toleruję alkohol i jedna lampka wina rozwala mnie energetycznie na kilka dni. Skusiłam się na moje ulubione Chardonnay australijskie i potem źle ze mną było. Kiedyś tak tego nie czułam, teraz jestem już bardziej świadoma. Czasem jednak pragnienie/nawyk zwycięża a potem organizm pokazuje co na ten temat myśli. Ehhh

Dziś byłam ze Słońcem na zakupach, jutro robimy dużą ilość Sushi, zapowiedzieliśmy teściowej, że to będzie nasz sylwestrowy wkład – ona chętnie spróbuje czegoś nowego, my chętnie zjemy to co bardzo lubimy. Nie zamawiałam składników przez internet tak jak robię to zazwyczaj, ponieważ obecne działanie poczty i kurierów oznacza, że dostałabym przesyłkę dużo za późno. Tak więc trzeba było kupić trochę gorsze, a droższe składniki w hipermarketach. Z dodatkowymi atrakcjami pt. opakowanie Nori na półce, a nie jest wprowadzone do komputera -> kupić nie można -> trzeba jechać do innego sklepu….

Następnym razem muszę pamiętać, by zawsze mieć zapas ryżu do sushi, nori, wasabi, sosu sojowego kikkomana i octu ryżowego.

PS. Na moim brzuszku widzę skutki świątecznego obżarstwa. Będę sie ćwiczyć w samoakceptacji… i mięśniach brzucha, trzeba to zrzucić ;)

Opublikowane w:  on 29 grudzień 2007 at 19:50 Dodaj komentarz

Przedświątecznie

Przygotowania, przygotowania…

Piernik upiekłam w zeszły weekend. W piątek odebrałam zamówione pierogi i uszka wigilijne, a wczoraj zrobiłam wielkie zakupy świąteczne.

Razem z przyjaciółką wybrałyśmy się do centrum handlowego, by kupić ostatnie (albo i większość jak u mnie) prezenty. Ponieważ Słońce się rozchorował, a mój tata rozłożony jest już od dawna, to oprócz siebie, kupowałam jeszcze prezenty za nich i do spółki z bratem. Tak więc obkupiłam 2 mamy, brata, tatę i babcie w kilku sztukach, co zaowocowało powrotem z wieeeelką ilością toreb. Dobrze, że brat wpadł do nas i zabrał nas samochodem w drogę powrotną, bo bym chyba nie doszła do domu :P

Jednak szał zakupów świątecznych i pierwszy dzień okresu to są sprawy mało kompatybilne :/ Jak przyszłam to spałam 2h.

Wieczorkiem popakowałam prezenty, podoczepiałam wstążki, kokardy i karteczki z imionami, a dziś wpakowaliśmy to co trzeba pod choinkę rodziców. Ładny widok :D

Mama miała jechać z bratem po zakupy dopiero dzisiaj, ale popsuł im się samochód i z wyjazdu nici. Tzn., że ktoś nie dostanie w tym roku prezentów od niej, ale dostanie to co można dostać w sklepiku osiedlowym…

Wiedziałam, że coś takiego może się zdarzyć i bardzo się cieszę, że swój prezent zamówiłam wcześniej sama i tylko wyciągnęłam od rodziców na niego pieniądze. Ale bratu może być przykro… Jednak trochę sam sobie winien. Wie jak kupowanie prezentów wygląda u naszych rodziców, zawsze coś bez przemyślenia kupione w sklepie pod nosem w ostatniej chwili. Jak człowiek sobie czegoś nie zamówi, to kończy rozczarowany.

Za to z przyjaciółką trafiłyśmy z 10-kę :)

Ze Słońcem życzenia złożymy sobie rano, wyciągniemy prezenty spod choinki, a potem się pożegnamy na czas świąteczny. Obiecaliśmy sobie, że następne święta spędzimy razem. Bo coraz dziwniej się z tym czuję, rozstając się z nim na święta, które spędza się z najbliższymi. To właśnie Jemu pierwszemu chciałabym złożyć życzenia przy wigilijnym stole. Wiem też, że Jego życzenia są szczere i prosto z serca, a z rodzinką to tak różnie bywa. Ale wszystko przed nami.

Opublikowane w:  on 23 grudzień 2007 at 18:04 Dodaj komentarz

Kolekcjonerka

Zakochałam się w ręcznie robionych aniołkach z ceramiki szamotowej. Dostojne anielice w pięknych sukniach, anielice całkiem zwyczajne, w zimowych futrach, płaszczach i parasolach oraz aniołeczki w wielobarwnych sukieneczkach. Po prostu piękne. Postanowiłam zacząć przyozdabiać nimi pokój. Pierwszą piękną anielicę dostanę do Słońca na gwiazdkę. Widział jak mi się podobały gdy chodziliśmy po galerii i zaciągnął mnie tam drugi raz, bym wybrała najładniejszego :) Znalazłam też znacznie więcej na allegro. Poniżej próbka:

Na razie oficjalnie nie wiem jaki prezent dostanę ;) , więc leży schowany na dnie szafy. Jak już go odpakuję spod choinki, to też pstryknę fotkę. Ma taki śliczny uśmiech… BTW. Wysyłałam do UK paczkę z prezentami dla przyjaciółki. Nie dość, że stałam w kolejce 40 min, to jeszcze zapłaciłam 70 zł! Zgroza! uff, to się wyżaliłam :P

Opublikowane w:  on 15 grudzień 2007 at 17:14 Dodaj komentarz

Coś odjechanego :D

Opublikowane w:  on at 00:45 Dodaj komentarz

Podsumowanie, ale tak trochę w środku drogi

To był ciężki tydzień. Pod wieloma względami.

Pracy dużo, stresująco i w walce o kolejne pieniądze. Tak niewiele czasu dla siebie i drugiej osoby, czasu spędzonego razem, co utrudniał fakt, że Słońce przez ostatnie 1,5 miesiąca pracując i ucząc się jest poza domem od 7.20 do 20-21. A jak już wraca ledwo żywy to ma siłę tylko zjeść i położyć się spać.

Po warsztatach wywala nam jak jasna cholera. Nie ma to jak ruszyć temat, który mocno narusza samoocenę i jako takie poczucie tożsamości, fundamenty świata, w którym żyję. Oboje widzimy jak nam ciężko, że to chwiejne nastawienie potęguje ilość mniej lub bardziej nieprzyjemnych zdarzeń, które mają nam pokazać jacy to jesteśmy do rzyci i wszystko w naszym życiu też. Mnie wkurza to, że półprzytomny ze zmęczenia zostawia wokół siebie burdel, on odnosi wrażenie, że robię problem tam, gdzie go nie ma, jakby mało miał na głowie… Tak więc zbieramy w sobie całą samokontrolę, by nie traktować wszystkiego co powie druga osoba osobiście i się nie ranić. Niezła szkoła empatii, dojrzałości emocjonalnej i związkowej.

Ale najzabawniejsze jest to, że mając jazdy nie z tej ziemi, jednocześnie pojawił się niesamowicie silny opór by nic nie zmieniać, nie medytować, nie afirmować itp. Podświadomość pokazała swoją zachowawczą stronę, zgodnie z zasadą, może i jak coś zmienię będzie lepiej, ale może i gorzej, a to co jest chociaż znam….

Dzisiaj, jak Słońce wyjechał na weekend, zaraz po tym jak wyszedł, coś we mnie pękło. Pobeczałam się, stwierdziłam, że mam dość, nie chcę się tak dłużej się męczyć. Z sobą, pracą, życiem. Mam dosyć ciągłego – jest lepiej, chcę by było w końcu naprawdę dobrze. A przede wszystkich chcę osiągnąć wewnętrzny spokój i pogodę ducha. Kiedyś je miałam, ale były zbudowane na niedostrzeganiu wielu spraw i tłumieniu niewygodnych uczuć. Teraz jest zdrowiej, szczerzej z samą sobą i innymi, ale jeszcze nie wszystko pouzdrawiałam. Czas przejść z etapu poznawania swojej ciemnej strony w konsekwentne pielęgnowanie jasnej.

To niesamowite, ile w człowieku potrafi być lęku przed zmianą. Czuję się czasem tak bardzo mała i słaba. Doceniam ile już przeszłam, uzdrowiłam i nauczyłam się, ale widzę też ile jeszcze jest do zrobienia, chociażby po efektach w moim życiu. A jednak przed ostatnie kilka tygodni wykonują może z 1/4 praktyki duchowej jaką robiłam kiedyś, a jak już to tak płytko, jakby “byleby nic nie dało”.

Zmuszam się tylko by chodzić na warsztaty, sesje mam bardzo mocne, coraz więcej rozumiem z moich lęków, coraz więcej puszczam, ale wracam do domu i zeszyt z afirmacjami idzie w kąt. Jedyne co jestem w stanie robić to spokojnie sobie wszystko tłumaczyć (swojej podświadomości), dlaczego warto, czy nie chciałaby żyć inaczej itp. W jakimś stopniu zastępuje to afirmowanie, ale nie całkiem.

Ale jednocześnie widzę, że nawet rozwijając się chwilowo w tak kulawy sposób, mam efekty. Gdy puszczam sobie medytację z pozytywnymi sugestiami dotyczącymi samooceny i poczucia bezpieczeństwa to coraz większą jej część przyjmuję ze spokojem. W coraz mniejszej ilości momentów (zawsze tych samych) odpływam myślami, nie mogę się skoncentrować – po prostu uciekam od tematu.

Jednak dziś podjęłam decyzję, że koniec z rozczulaniem się nad sobą, chce nie chce, słuchawki na uszy i słucham medytacji, albo afirmacji, które nagrałam sobie sama. Specjalnie zamówiłam u mikołaja odtwarzacz mp3 (iRiver t60 2GB white – zakochałam się w nim :D ), żeby móc słuchać nagrań łatwo i wygodnie. Kupuję sobie płytki z medytacjami ze Słońcem i mamy już sporą kolekcję, duży zapas powiedziałabym, biorąc pod uwagę, że pracuje się nad 1 góra 2-ma na raz przez miesiąc albo i dłużej, jeśli trzeba :) Fajniej mi się z nimi pracuje niż ze zwykłymi afirmacjami. W tle leci muzyczka, ja nie muszę się stresować, że przekręcam afki. Poza tym taka medytacja traktuje dany temat dość dogłębnie.

Chcę sobie jak najbardziej ułatwić i uprzyjemnić dalszą pracę nad sobą, ale co do reszty to po prostu będę się zmuszać, trudno.

Tak sobie rozmawiałam z przyjaciółką siedzącą w UK, że będziemy miały bardzo podobne postanowienia noworoczne. To niesamowite, jak 2 osoby w tym samym czasie mogą mieć podobne przeżycia. Zobaczymy gdzie będziemy za rok.

Na chwilę obecną nie czuję pewności, że będzie lepiej, to jest taka chwila, że muszę to założyć intelektualnie i te założenia realizować. Odwaga i pewność przyjdą z czasem. Na razie jest tylko desperacja.

Opublikowane w:  on at 00:24 Komentarze (3)

Roboty zatrzęsienie

Znów siedzę zakopana w PHP, choć nie jest to moja ulubiona część pracy i tylko czekam, aż przejdę to tej najukochańszej :)

Sprawę utrudnia fakt, że jednocześnie muszę zmierzyć się z dużą ilością wewnętrznych oporów i silnych uczuć, które przy okazji dalszego ciągu przerabiania tematu samooceny, niezależności, mojego miejsca w życiu i jeszcze kilku, które się z tym wiążą, wychodzą na wierzch i dają mi do wiwatu. Najczęściej wygląda to tak, że podświadomość robi mi na złość, próbuje mi udowodnić, że jestem beznadziejna, nic nie potrafię itp. Tak więc wszystko mi wychodzi tak ze 2 razy wolniej albo wcale. Nic mi się nie chce, z naciskiem na pracę nad sobą czyli wszystkie metody, które pomogłyby mi trwale wyjść z tego stanu.

Na szczęście to są tylko takie fazy, poza którymi jest fajnie a nawet fantastycznie. Widzę coraz bardziej, że są postępy. Nawet w snach dokonała się transformacja – przy tych samych motywach moje interakcje z nimi są już inne, a część elementów nie pojawia się już wcale. Ku mojemu zaskoczeniu efektem ubocznym uzdrowienia mojego stosunku do siebie jest kolejne polepszenie ( i tak wspanialej) mojej relacji z Partnerem. Rozpieszcza mnie, dostałam już 2-gą różę w ciągu 1,5 tyg i wyjątkowo często nachodzi nas by po prostu pocieszyć się swoją bliskością i mówić sobie jacy dla siebie jesteśmy ważni. W nim samym zachodzi wiele zmian. Pracuje nad sobą z dużą wytrwałością, to nie może przejść bez efektów. Jest pewniejszy siebie, do wielu spraw, kiedyś dla niego trudnych, teraz podchodzi ze spokojem. Moi rodzice, u których pracował przez miesiąc nie mogą się Go nachwalić :P Ale o Nim można napisać osobną notkę.

Ja mam nadzieję, że wkrótce uzdrowię temat do końca i ta huśtawka się skończy, bo fazy dołów są naprawdę bardzo męczące.

Poza tym zaczął się okres świątecznych przygotowań. Miły, lecz czasochłonny. Lubię wybierać prezenty dla bliskich, nawet bardziej niż je dostawać :)

Przez weekend jestem na warsztatach. Więc proszę o wyrozumiałość w kwestii odpisywania, pisania i wszelkich innych spraw blogowo-towarzyskich.

Idę się spakować na jutro.

Opublikowane w:  on 7 grudzień 2007 at 23:40 Dodaj komentarz