Napisane przez: Lady Mrau | 21 kwiecień 2008

Na drodze Reiki – ciąg dalszy

Po pierwszych sukcesach w uzdrawianiu Reiki siebie i mojego partnera, postanowiłam odświerzyć sobie techniki i nauczyć się czegoś nowego. Udało mi się jedno i drugie, i w ciągu 2 dni powtórzyłam seminarium I stopnia i wzięłam udział w warsztacie dodatkowym.

Jestem bardzo zadowolona. Za drugim razem lepiej zrozumiałam pewne elementy, zakochałam się w energetyzującej i podnoszącej wibracje medytacji i poznałam pewne niuanse, które wcześniej były mi nieznane.

Postanowiłam uczestniczyć w comiesięcznych zebraniach koła Reiki. Takie doszkalanie się i wspólne ćwiczenia. Szykuje się też kurs Ii stopnia i warsztaty chodzenia po ogniu :)

Poza tym czego się nauczyłam po prostu bardzo miło spędziłam czas. Rozmowom na tematy różne nie było końca. Jak zwykle byłam jednym z najmłodszych uczestników spotkania, ale do tego już się przyzwyczaiłam :)

Te dwa dni dały mi jeszcze coś. Zarówno pierwszego jak i drugiego dnia, jedna z uczestniczek spotkania wyjątkowo działała mi na nerwy. Za każdym razem była to inna osoba, ale jej zachowanie, wygląd drażnił mnie w sposób , który trudno było ignorować. Starsze panie, jedna trochę zdziwaczała i zadająca pytania, które przy mojej wiedzy świadczyły o kompletnej ignorancji w temacie; druga bardzo zaniedbana – po prostu tłusta i brzydka, wiecznie ponura i milcząca. Ponieważ znam zasadę działania świadomości lustra, szybko sobie uświadomiłam, że projektuję na nich to czego nie akceptuję lub obawiam się w sobie. Widząc je w takim krzywym zwierciadle mogłam w nich potępiać to, co mnie drażni u mnie i za skrajną manifestację pewnych tendencji, o które obwiniam samą siebie.

Jak sobie to uświadomiłam zaczęłam je widzieć w innym świetle, z większą wyrozumiałością. Głupkowata kobitka okazała się być odważną osobą, która przełamuje się by zadawać pytania, chcąc zrozumieć jak najwięcej, nawet jeśli ma przy okazji zrobić z siebie idiotkę. A ponury babsztyl okazał się być skrajnie przerażoną i zakompleksioną, po bliższym poznaniu sympatyczną kobietą.

Na siebie samą też zaczęłam patrzeć inaczej. Ok, może i mam pewne wady, rzeczy nieuzdrowione do końca, ale to jest w porządku. Pracuję nad tym, kiedyś się z nimi uporam, ale już teraz jestem wartościowym człowiekiem. Tak jak i tamte panie.

A po reinicjacji znów przechodzę przez silne oczyszczanie, co najprzyjemniejsze nie jest. Niemniej jednak ostatnio mój poziom energetyczny i ogólna kondycja poprawiły się na tyle, że ja – nocny marek, budzę się sama z siebie, rześka i pełna energii coraz wcześniej – dziś po 6.  Potrzebuję coraz mniej snu. Mam coraz więcej energii. I tak trzymać :)


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie