Choć nigdzie nie wyjechałam na dłużej, weekend majowy wykorzystuję ile się da, z bardzo dobrym skutkiem.
Przygotowania zaczęły się już w środę wielkimi zakupami w centrum handlowym.
W czwartek: tai chi na świeżym powietrzu, a po nim wyżerka pod drzewkiem. Utrzymanie równowagi na patyczkach i szyszkach podniosło poprzeczkę ćwiczeń. Było super, tylko duża ilość tlenu powodowała, że szybko nas zmogło
Wieczorem zrobiłam z Jego pomocą trufle czekoladowe. Takie ciasteczka z płatków owsianych (o których zapomniałam na zakupach i 1 maja szukałam ich po błogosławionych otwartych sklepikach osiedlowych). Najwięcej roboty jest z lepieniem i otaczaniem w wiórkach kokosowych, ale efekt wart jest każdego wysiłku.
W piątek pojechaliśmy na cały dzień do znajomych na wieś. Cieszę się, że mieliśmy wreszcie czas porządnie się wygadać. Młode małżeństwo z prawie rocznym dzieckiem, które wiele z nami łączy: różnica wieku między Nią i Nim, przejścia rodzinne, wspólne zainteresowania, znajomi no i już kilka lat znajomości za nami. Panowi sobie poszli postrzelać na pole, a my mogłyśmy chwilę ponarzekać na ich częściową niereformowalność w kwestiach różnych.
Miałam też okazję zobaczyć jak wygląda w realu schronisko dla psów i nasłuchałam się jakie zazdrośni sąsiedzi lub organizacje ochrony zwierząt obrażone odmową płacenia haraczu, opowiadają bajki, coby co tydzień nasyłać im jakąś kontrolę, radio lub telewizję. Bidnie wyglądające psy widziałam – te które przywieziono do schroniska kilka dni temu i jeszcze nie zdążono ich porządnie odkarmić.
Dziś kolejny piknik w gronie znajomych. Oby słońce się utrzymało. Jak będzie ładnie to postrzelamy sobie z łuku
Update: Było świetnie. Spacer po lesie, piknik na łączce i chowanie się przed deszcze w ambonie
Długie rozmowy na tematy różne i tylko ziąb wraz z nadciągającym zmrokiem przegnały nas do domu. Ale przyznam szczerze, padam z nóg. Jutro jeszcze wyprawa po nowy odkurzacz i nie ruszam sie z domu przez kolejne 24h.