Na warsztaty nadszedł czas

Chciałam zrezygnować z tych warsztatów, za tydzień mam II stopień Reiki i na obie rzeczy może nie wystarczyć pieniędzy, nie mówiąc o posiadaniu kolejnych weekendów zajętych. Ale uznałam, że trzeba zrobić porządek z tymi wszystkimi emocjami, niepewnością i zagubieniem + pełnoobjawową depresją, która z przerwami męczyła mnie po ostatnich związkowych przejściach. On sam przyznał, że boi się i nie chce żebym szła. A nuż uświadomię sobie coś nowego, zrzucę i uodpornię się na kolejne manipulacje… Powiedziałam mu tylko, że lepiej bym zrobiła to szybko, bo wtedy będę czuła tylko żal, ale przetrzymane dłużej mogłoby sprawić, że go po prostu znienawidzę. Nikt nie lubi być oszukiwany.

Dodatkowo, z pomocą znajomej z forum, zrozumiałam sen, który prześladował mnie od jakiegoś czasu. Ten sam motyw: wracam z jakiś dalekich wojaży (tak jak kilka lat temu z wakacji z USA), ale wracam nie do mojego mieszkania tylko do starego pokoju w domu rodziców. Wszyscy traktują to jako oczywistość i chcą mnie zatrzymać. Przebudowują mi pokój, uatrakcyjniając pobyt itp. Ale ja wiem, że przecież mam już własny dom, nie chcę zostać, pakuję się i wychodzę.

Przez długi czas myślałam, że sen świadczy o tym, że coś mnie jeszcze wiąże z rodziną i nie mogę w pełni wejść w dorosłe życie, ale to zupełnie nie o rodzinę chodzi. Wszystko rozbija się o to, że narzuciłam sobie zbyt szybkie tempo rozwoju. Po uzdrowieniu jakiegoś tematu, zamiast cieszyć się pozytywnymi tego konsekwencjami, ugruntowywać te pozytywy, ja zaczynałam kolejny. Przerabianie każdego nowego tematu wiąże się z czasowym pogorszeniem samopoczucia, bo naruszasz swój obraz świata, czasem mocno dotykasz najgłębszych i najboleśniejszych uczuć. Nie dają sobie czasu by naprawdę odpocząć sprawiałam, że moje samopoczucie spadało i poruszałam się dalej tylko siłą woli. Tak jak z tym powrotem do mieszkania – pś nie widziała w tym nic dobrego, było jej dobrze w tym co stare, już z grubsza pouzdrawiane, więc nawet przyjemniejsze niż kiedyś. Nie chciała wziąć na wiarę, że dalej będzie jeszcze lepiej, bo nie pozwalałam jej poczuć to “lepiej”. Tak się kończy jak się ambicję spuszcza ze smyczy :/ Dlatego pojawiło się we mnie zwątpienie – co jest najlepsze? Bo skoro miało być tak dobrze to czemu jest tak źle. Teraz wiem, gdzie tkwił problem i po pozwoleniu sobie na przerwę i skupieniu by dokończyć i pozytywnie ugruntować wcześniej ruszone tematy a potem sie tym uzdrowieniem nacieszyć zanim ruszę dalej, moje samopoczucie znacznie się poprawiło.

Tak więc pierwszego dnia zaczęłam jeszcze bardziej drążyć temat ograniczeń przejętych od rodziców. Chociaż jestem dumna z tego, że nie reaguję na mówione i działanie prowokacje, to nadal działają na mnie te energetyczne, podprogowe, wraz z kodowanymi wcześniej w ten sposób ograniczeniami. Już nie tak silne jak kiedyś, ale nadal aktywne i zbyteczne. Okazało się, że problemy z tzw. inhibitorami rozwoju – czuli ograniczeniami, które pozwalają Ci dojść tylko do pewnego etapu w życiu i ani krok dalej, ma cała grupa. Tak więc program zajęć został zmodyfikowany by się tym zająć. Choć to temat szeroki – na kilka zajęć z rzędu.

Ja na sesji uświadomiłam sobie jedno z takich ograniczeń – lęk przed byciem uznaną za nienormalną. W połowie liceum, gdy każdy nastolatek zaczyna podważać autorytet swoich rodziców, a ja do tego zaczęłam rozwijać się duchowo, więc zmiany i moja rosnąca świadomość były znaczne. Rodzice uznali, że coś ze mną nie tak i wysłali mnie na obserwację do młodzieżowego szpitala psychiatrycznego. Odkąd tam przybyłam wszyscy mnie pytali co ja tam właściwie robię, stwierdzono u mnie najwyżej lekką depresję (nie dziwne po takim numerze jaki wykręcili kochani rodzice). Ja całe te 2 tyg przespałam uciekając od tego co się działo na wydziale i …. od własnych uczuć. Nawet długo po wyjściu zmieniałam całą tą historię w żart. Wczoraj skonfrontowałam się z tym całym smutkiem i niewyobrażalnym poczuciem porzucenia, odtrącenia, krzywdy… Uświadomiłam sobie tez wszystkie decyzje jakie podjęłam by tam nie wrócić – wszystkie starania by uchodzić na “normalną”. Wyrzekłam się zdolności jakie miałam od dzieciństwa – dla mnie było od dziecka oczywiste, że widzę i czuję energie, czuję obecność i rozmawiam z moim aniołem stróżem (i On mi pomaga!), ale ponieważ tylko ja tak miałam w mojej rodzinie, to z tego zrezygnowałam dopasowując się do większości. To poświęcenie zabiło moją radość życia, odebrałam sobie tak ważną część mnie i nigdy tego nie przebolałam do końca. Nawet po latach, gdy zaczęłam świadomie pracować z energiami, wszystkie moje zdolności były stłumione, bo pś nadal się bała je rozwijać.

jeszcze jednak, bardzo ważna sprawa. Uświadomiłam sobie, że także w tym inhibitorze jest przyczyna tego, że na wszystko staram sie znaleźć racjonalne wytłumaczenie i argument. Tzn, jeśli rozmawiam z mamą i ona zaczyna odstawiać cyrki, to choć chciałabym w obronie własnej psychiki i energetyki po prostu wyjść, nie mogę zrobić tego od tak sobie, bo tak postępują LUDZIE NIENORMALNI! Żadnej irracjonalności w postępowaniu. Jeśli znajdę argument, który mama przyjemnie, lub brzmi on na tyle sensownie, że sama wiem, że mogę w przypadku oskarżeń o bycie stukniętą nim się obronić, to wtedy pozwalam sobie to zrobić. Podobnie jak oficjalnie rozmawiamy i niby jest ok, a energetycznie od strony mamy idą straszne ataki, podprogowo mówi ona też zupełnie coś innego niż słownie, to też nie uważałam swojego przeczucia/jasnowidzenia/intuicji za na tyle wiarygodną (dla innych) by się tym kierować. Przez to nie broniłam siebie i oni to czuli i wykorzystywali.

Wykorzystywali perfidnie, to ja przecież byłam naznaczona psychiatrykiem, nie oni. Tylko dlatego, że choć ich stan jest i zawsze był znacznie cięższy niż mój kiedykolwiek był, to nigdy się porządnie nie leczyli. Tata może dostawać szału, wychodzić w kapciach w zamieć, albo wysiadać z samochodu na środki ruchliwego skrzyżowania, ale jest ok. Mam co prawda chodziła do psychologa, ale to było śmiechu warte. I tak zamiast przyznać się do depresji – choroby, że ona zakłóca jej postrzeganie, ona robiła z siebie ofiarę – że jest nieszczęśliwa przez nas. Więc jakby nic nigdy nie było.

A ja się bałam i etykietki i tego, że znów mnie zamkną. Nawet gdy świadomie wiedziałam, że nie ma czego się bać, to przecież nie o świadome nastawienie tu chodzi.

Mam nadzieję, że puściło to do końca. Ja czuję, że zamierzam być wierna sobie, nawet jeśli dla innych moje zachowanie jest irracjonalne i nadają mu taką etykietkę jaka jest dla nich wygodna.

A energie wczoraj wieczorem na sali widziałam niesamowite :D

Dziś dzień drugi.

Opublikowane w:  on 25 maj 2008 at 08:39 Komentarze (2)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://nawlasnychskrzydlach.wordpress.com/2008/05/25/na-warsztaty-nadszedl-czas/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

2 komentarzy Leave a comment.

  1. To doświadczenie ze szpitalem musiało być bardzo bolesne, ale z drugiej strony w pewnym sensie rozumiem rodziców – skoro oni zachowuja się w określony sposób i dla nich jest to “norma” to Twoje zachowanie musiało być dla nich sporym szokiem i odchyłem od tej normy. Dodatkowo tą “normę” propaguje większość rodziny tj. mama, tato, babcia, a więc kolejny argument za tym, że odstajesz.
    Ja bardzo długo uważałam zachowanie mojej mamy i mojego taty za “normę” i myślałam, że tak właśnie ma być. Dopiero rozmowy z psychologiem, z mamą NO pozwoliły mi jakoś w miarę rozsądnie spojrzeć na temat. Fakt braku rodziców tylko połowicznie pomaga mi w odcięciu się od tego wszystkiego – w głowie nadal tkwią resztki wzroców, z czym tez rozprawiam się z psychologiem ;)
    Pozdrawiam!

  2. Ratibus, ja doskonale rozumiem moich rodziców, do tego stopnia, że przez te wszystkie alta ich tłumaczyłam, wypierając się własnych uczuć, bo skoro dobrze chcieli to nie powinno ich być. A trzeba było jeszcze dać sobie prawo do zranienia, poczucia porzucenia, bo dla mnie to było horror, nawet jeśli racjonalnie rozumiałam co i jak, to psychicznie to była jakby zdrada z ich strony.

    W każdym razie wyciągnęłam to na wierzch, przerobiłam i teraz czuję się z tym spokojnie i oskarżeń o bycie nienormalna się nie boje.


Leave a Comment