… czyli o inhibitorach rozwoju słów kilka.
Owe paskudztwo, to najsilniej ograniczające wzorce w naszym umyśle. Wyznaczają granicę, obszar, w którym możemy się poruszać. Sukcesy jakie możemy osiągać, szczęście, jakie wolno nam doświadczyć, a to co za granicą jest dla nas surowa zakazane. Już samo zbliżanie się do granicy wiąże się z olbrzymim wysiłkiem. Wrażenie jest właśnie takie, jakby się miało do pleców przyczepioną wielką sprężynę. Możemy ją rozciągnąć tylko do pewnego momentu i to coraz większym kosztem, w pewnej chwili opadamy z sił a sprężyna ściaga nas na sam początek.
Najciekawsze jest to, że pilnujemy się sami. Kierowani przez bardzo silne lęki, poczucie winy, poczucie zobowiązania i przekonania o własnej niezaradności i niemożności pójścia dalej, często tak silne i tak dla nas trudne, że spychamy je pod dywan własnej świadomości maskując innymi wzorcami, także po pewnym czasie już sami nie wiemy co się dzieje i o co nam chodzi.
Ja znów miałam znany mi od wielu lat sen o tym, że potrafię latać, ale tylko do wysokości kilku metrów nad ziemią. Nie ma tam żadnej widzialnej bariery, a jednak wyżej nie potrafię się wznieść. W ten sposób moja psychika opisywała działające na mnie graniczenia. Ostatnio też zupełnym przypadkiem dowiedziałam się, że kilka osób, które szanuję, które w jakiś sposób są dla mnie autorytetem, opisało mnie jako osobą niezwykle zdolną i utalentowaną, która jednak w tak niewielkim stopniu wykorzystuje swoje możliwości. Usłyszałam też, że znajomi mnie podziwiają i wręcz trochę zazdroszczą. Moja świadomość, że mogłabym robić tyle rzeczy, ale coś mnie powstrzymuje, coś we mnie – chciałabym, ale nie mogę, czuję ścisk w brzuchu i niemoc decyzyjną; wraz z tym wszystkim czego się dowiedziałam spowodowała we mnie wściekłość i chęć by raz na zawsze pozbyć się wszystkiego co mnie ogranicza.
Takie inhibitory często są zbudowane z kilku elementów i trzeba uwolnić je wszystkie by poczuć prawdziwe efekty. Ja przez lata zrobiłam porządek z kilkoma uzdrawiając relacje z rodzicami. Ale coś jeszcze zostało, co namierzyłam teraz.
Jednym z filarów inhibitora był ten lęk przez etykietką nienormalnej i powrótem do psychiatryka.
Kolejnym – silnie zakodowane poczucie długu wobec rodziców i babci, którego niby nigdy nie spłacę, więc mam choć spełniać oczekiwania – nie wzrastać ponad nich, by im nie nadwyrężać ego. Niesamowite jak to silnie we mnie siedzi! Gdy nagrywałam sobie afirmacje, by puszczać je sobie na komputerze w tle, musiałam powtarzać każdą do kilkunastu razy. Traciłam głos, zaczynałam się trząść i nie mogłam kontynuować! Tak bardzo miałam zakodowane, że puszczanie tego jest NIEUCZCIWE wobec rodziny… tak jakby to co oni robią było uczciwe :/ No, ale nie dam się, przepracuję to do końca.
Efekty w postaci zmasowanego ataku ze strony rodzinki były natychmiastowe. Czują, że coś się dzieje i się boją. Ni z gruszki ni z pietruszki babcia zaczęła kwestionować moją zdolność do podejmowania decyzji, zdrowie psychiczne i jeszcze kilka innych rzeczy. Zaczęło się, gdy spokojnie powiedziałam by szanowała moje zdanie, a nie próbowała narzucić swoje – gdy uparła się, ze MUSZĘ coś tam zrobić, co uważam dla mnie za zupełnie nieprzydatne w danym momencie, a wręcz szkodliwe. Zaczęła krzyczeć, że zdziwaczałam od siedzenia-pracy w domu, nie rozmawiam z ludźmi i nie wiem jak się NORMALNI ludzie zachowują. Czytaj: normalni ludzie wiedzą, że dzieci i ryby głosu nie mają, słucha się starszych nawet jak gadają astronomiczne bzdury i nawet nie jękną, gdy rodzic poprawia sobie samopoczucie ich kosztem.
Cóż, może i nie pracuję obcując z ludźmi, ale taki już mój zawód i ścieżka kariery, ale kontakt z ludźmi mam. Jednak z punktu widzenia mojej babci są oni bardzo nienormalni, bo za podstawę relacji uznają szacunek i to zachowanie mojej babci byłoby dla nich niedopuszczalne. Ale ja wolę tak żyć, na znacznie wyższym poziomie jakości życia i relacji, niż “tak jak wszyscy”.
Potem babcia ni z gruszki ni z pietruszki wyciągnęła sprawię pieniędzy jakie kiedykolwiek od nich dostałam. Zupełnie bez związku z tematem, ale doskonale pasujące było to do wzorca – wywołanie poczucia zobowiązania, które ma rodzić uległość. I oskarżenia, że to ja jestem wyniosła i dziwna “nie można mi nic powiedzieć” – powiedzieć można, ale nie obrażać i nabijać się złośliwie z moich argumentów. Poza tym jej nie o moje wysłuchanie, tylko o posłuszeństwo chodzi.
Jak jej zwróciłam na to uwagę, że robi to tylko w celu manipulacji to się dopiero przymknęła.
Mama oczywiście murem za babcią, żebym dała spokój, że babcia chce dobrze – ale co z tego, ze wg siebie chce dobrze, skoro mnie obraża, atakuje prymitywnie i ostro (nie chcielibyście widzieć jej w akcji, żenujący spektakl), ja po prostu nie zamierzam tego doświadczać, nie muszę,
Ja jestem z siebie dumna, bo po prostu powiedziałam, że sprawiają mi przykrość, że nie życzę sobie takiego traktowania, że szkoda mojego czasu na takie “rozmowy”, mam inne ciekawsze zajęcia i jeśli tak to ma wyglądać to oni nie są mi do niczego potrzebni i sobie poszłam. Wiem, że jeszcze grały we mnie emocje, ale do końca uzdrowienia tego tematu jeszcze będą. Daje sobie czas.
A oni się przestraszyli, że naprawdę się od nich odetnę. Mama od razu wieczorem wysłała ciepłego sms’a. Babcia jak do rany przyłóż. Wczoraj i dziś miałam z 5 telefonów od rodziców bym przyszła na obiad, bo będzie deser, bo kupili lody.. co z tego. Jak będę chciała to sobie kupię. Nie mam ochoty i tyle. A tak ogólnie to mnie raczej bawią.
Nich robią co chcą, ja się uwolnię do końca i już nic mnie nie powstrzyma.
Widzę nawet pierwsze zmiany w swoim nastawieniu. W czasie warsztatów Reiki poczułam, że tak bardzo mnie to ciekawi. Jak co uzdrawiać, powiązania organ – kręgi kręgosłupa, a tu taki meridian, a tu taki punkt, uzdrawianie żywiołami, kolorami… Kiedyś czułam w sobie coś takiego, marzyłam nawet by zostać uzdrowicielką
ale potem to gdzieś przygasło, jak wszystkie moje autentyczne pasje. Etykietka – nie rusz i choć wiedziałam, że są takie a takie medytacje/techniki to sama nie pozwałam sobie z nich korzystać.
W dodatku usłyszałam, że daję bardzo mocny przekaż energii. Ja też to czuję, ogromne gorąco i rozkręcanie się czakr. A jestem dopiero po pierwszym stopniu!
Nie poszłam teraz na to seminarium II stopnia, awaria kompa (czego pś nie zrobi by nie nagrać afirmacji
) pochłonęła moje fundusze. Ale lepiej na tym wyszłam – będę miała indywidualne seminarium za darmo!!! Za niecałe 3 tygodnie.
Yupi!