Złe i dobre strony zazdrości (sen)

Dziś w nocy sen znów miałam barwny i wielowątkowy. Najbardziej spodobał mi się fragment, w którym chodziłam do bardzo niekonwencjonalnej szkoły – skrzyżowania Hogwardu ze szkołą plastyczną.

Najważniejsza była jedna lekcja. Do mojej klasy chodziła też znajoma ze studiów – dziecko szczęścia – mądra, utalentowana, kochana i lubiana przez wszystkich, wszystko w życiu przychodziło jej z łatwością, żadnych złamanych serc, jeden wspaniały i wierny facet, ślub, dom od rodziców, teraz upragnione dziecko w drodze, do tego praca, w której ją uwielbiają i błyskawicznie awansuje. Krótko mówiąc pomimo sympatii jaką nie sposób było jej nie darzyć, obiekt powszechnej zazdrości.

We śnie bardzo chciałam jej dorównać, albo i nawet być lepsza.

Na początku malowaliśmy martwą naturę. Wyszedł jej śliczny, kolorowy i słoneczny obrazek. Ja, chcąc być lepsza, już wcześniej przygotowałam sobie szkic tych wazoników, jednak usiadłam do rysowania w takim miejscu, ze zupełnie nie zgadzała się perspektywa i cała reszta. Próbowałam to jakoś przerobić, mażąc ołówkiem w te i wewte, bez lepszych rezultatów. Widać było, że ja to zrobię, ale potrzebuję znacznie więcej czasu, niż jest na to przeznaczone na lekcji.  Mimo wszystko byłam niepocieszona.

Wtedy pani nauczycielka powiedziała, że będziemy badać swoją siłę uzdrawiania! :D DD

Przyniosła jakieś 3 mierniki, jeden miał skalę do 10, dla ludzi z minimalnymi zdolnościami, drugi do 100, a trzeci nawet nie wiem. A każdym razie bardzo się tym przejęłam i cała skupiłam by przekroczyć pierwszą skalę, co mi się jako jedynej udało. Potem pani poleciła mi spróbować na drugim urządzeniu, wpierw miałam wyniki rzędu kilkunastu jednostek, ale za kolejnymi razami – coraz więcej! Pani poleciła mi zabrać to urządzenie do domu i ćwiczyć dalej. Ciekawe, po lekcjach, gdy przestałam się tak spinać, byłam pogodna i zrelaksowana – wskazówka doszła do maksimum dla tego miernika :D

Interpretacja:

Gdzieś tam ciągle mam do siebie pretensje i obawy, że nie jestem w grafice tak dobra jak bym chciała, jak prawdziwi mistrzowie w tym gatunku. Owszem, mogę osiągnąć fajne efekty, ale kosztuje mnie to więcej pracy – nie mam tej łatwości jaka idzie z wielkim talentem.

Natomiast, także z powodów ambicjonalnych – chęci ego by być w czymś naprawdę dobra (a pamiętam z poprzednich żywotów, że uzdrawianiem zajmowałam się długo i z bardzo dobrymi rezultatami), wzięłam się za to uzdrawianie i okazuje się, że bardzo dobrze sobie radzę. I to tym lepiej, im z większym luzem do tego podchodzę.

Ostatnio ciągle zastanawiałam się co jak tak naprawdę chcę robić w życiu, co jest moim największym talentem (problem osoby, która w wielu rzeczach jest dobra lub bardzo dobra, ale nie wie w czym najlepsza). Czyżby ten sen był odpowiedzią na moje dylematy?

W każdym razie na pewno mam zamiar nowo odzyskane zdolności rozwijać i pielęgnować.  A za jakiś czas, kto wie… :)

Opublikowane w:  on 24 czerwiec 2008 at 10:26 Dodaj komentarz

Level up

Czas płynie, a ja nie napisałam o seminarium Reiki II stopnia, w którym uczestniczyłam w zeszłym tygodniu. Nadrabiam więc zaległości, bo jest o czym pisać.

Cały dzień był niezwykły i bardzo przyjemny. Wyciągnęłam od rodziców mój stary rower, który został przywłaszczony przez brata, ponieważ do miejsca seminarium mogłam jechać albo na okrągło, płatnie i długim dojściem – autobusem. Albo na skróty przez pola – rowerem. Trasa okazała się przepiękna. Nie wiedziałam, że ten teren jest tak malowniczo pagórkowaty! I odkryłam kolejny las w moim sąsiedztwie. Tylko 4 litery bolały mnie niemożebnie, a brak kondycji dawał się we znaki :P

Seminarium luksusowe – tylko dla mnie. Mogłam więc nadawać tempo, zadawać pytania bez ograniczeń. Dzięki temu poznałam wiele odpowiedzi na ciekawiące mnie tematy i ku mojemu zdumieniu okazało się, że wiele rzeczy łączy się w logiczną całość, ale po kolei.

Kilka elementów II stopnia przerabialiśmy na I (elementy masażu) i na warsztatach, więc skupiliśmy się na wprowadzeniu 3 symboli i ich zastosowaniu. Wobec tych symboli narosło wiele legend i nieporozumień. Niektórzy traktują je jako magiczne, posiadające wielką moc same w sobie. Niby nie wolno ich posiadać narysowanymi itp. itd. A tak naprawdę w tradycyjnym Reiki japońskim te symbole to taki dodatek, który ma pomóc w medytacji nad pewnymi cechami, a efektem ubocznym ich rozwoju jest podwyższenie wibracji i siły uzdrawiania. Trudno się koncentrować na takich pojęciach jak miłość. moc, mądrość czy świadomość, bez jakiejś konkretnej formy. Te symbole, uproszczone zapisy kaligrafii japońskiej lub innych znaków, są właśnie taką formą, dodatkowo wzmocnioną przez myślokształt wszystkich medytujących na ten temat, tak więc od razu dostrajamy się do gotowego znaczenia.

Nie sądziłam, że te wrażenie będą tak silne i zupełnie odmienne dla poszczególnych znaków! Jeszcze przed inicjacją, gdy zrobiliśmy krótkie medytacje polegające na wczuwaniu się w znak (rysujesz go przed sobą dużej wielości i do niech wchodzisz) pierwszy wyraźnie kojarzył mi się z metalem, siłą, zdecydowaniem – niczym miecz gotowy do akcji. Trzeci, związany z zablokowaną u mnie i rozpracowywaną ostatnio czakrą gardła natychmiastowo wywołał u mnie zawroty głowy, a potem takie uczucie krystalicznej, świetlistej przestrzeni – wspaniałe doświadczenie. Natomiast drugi znak był ciepły i taki przyjazny, natomiast stosowany w odpowiedniej kolejności w czasie uzdrawiania natychmiast rozkręca mi serce.

Bardzo się cieszę, że seminarium wyglądało tak jak wyglądało, zamiast “to są magiczne znaki, macie je używać tak i tak, do widzenia”. Było głęboko i pięknie, dochodziliśmy do samego sedna i podstawowego znaczenia tych znaków i celu medytacji nad nimi. Chodzi o rozwinięcie w sobie i harmonię tych trzech cech: mocy, miłości i mądrości.  Ja wyraźnie poczułam, choć w sumie widziałam o tym od dawna, że mam problem z pierwszą i wyrażaniem tej ostatniej. Brakuje mi siły konsekwentnego działania, za dużo we mnie wątpliwości i oporów by realizować pełne sukcesy w moim życiu. Nad gardłem pracuję cały czas, bo tu są zakodowane wszelkie ograniczenia w byciu sobą, wyrażaniu siebie. Za każdym razem jak powtarzam afirmacje uwalniające mnie od uzależnienia od rodziny, pozwalające mi na pełną samodzielność i sukcesy, to czuję, że mnie tam boli i ściska. Splot też się włącza, jako że ograniczenia pozbawiają mnie mocy. W trakcie rozmowy powiedziałam, że od jakiegoś czasu nasilił się u mnie lęk wysokości, teraz mam zawroty głowy jak tylko wyjdę na balkon, o przechylaniu się przez barierkę nie ma mowy. Prowadzący mi uświadomił, że przecież przestrzeń jest związana z czakramem gardła, nic dziwnego, że gdy tam wychodzą opory i blokady, to mi wszystko szwankuje z tym czakramem związane. No, po kliku dniach jest postęp, mogę dojść do barierki :P

Stosując symbole można działać bezpośrednio na czakramy, oczyszczać je, harmonizować i wzmacniać. Działa to znacznie szybciej i mocniej niż na pierwszym stopniu. Bo pierwszy stopień Reiki jest niezwykle fizyczny. Skupia się na fizycznych dolegliwościach i nie wnika w ich mentalno-emocjonalne przyczyny. Natomiast drugi stopień jest już bardziej mentalny. Służy do zrobienia porządku z tym co stoi za wszelkimi problemami – wspiera terapie mentalne (afirmowanie, wizualizacje), pomaga uspokoić, uzdrowić emocje.

Ja na tej płaszczyźnie pracuję już od dawna, teraz mam dodatkowe narzędzie by swoja pracę usprawnić i przyspieszyć.

Za jakiś czas, gdy symbole spełnią już swoją edukacyjną rolę, trzeba je będzie wyrzucić z umysłu, by nie dostrajać się do myślokształtów, które się już przerosło. Ale na razie mam tutaj jeszcze wiele do zrobienia

Opublikowane w:  on at 10:07 Dodaj komentarz
Tags:

Aż tańczyć się chce

Wczoraj poszłam z Przyjaciółką i mym Lubym na koncert finałowy szkoły tańca orientalnego.

To było jedno z najlepiej wydanych 10 zł w moim życiu.

Przez 1,5h przez scenę przewinęło się ponad 60 tancerek, zarówno debiutantek – tańczących od kilku miesięcy, tancerek zawodowych jak i ich instruktorek. Wiek – na oko od 15 do 55 lat, do tego przekrój przez różne kategorie wagowe i wizualne. Nadawało to imprezie klimatu tańców amatorskich, dzięki czemu tym bardzie kibicowaliśmy kobitkom, które odważyły się zaprezentować swoje umiejętności w całkiem kusych strojach.

Koncert składał się z 3 części tematycznych – na początku tradycyjny taniec hinduski w przepięknych sari, później różne wariacje na temat tańca brzucha, a kolejny, robiący piorunujące wrażenie – tribal dance.

Taniec hinduski był dla europejskiego odbiorcy nieco zabawny, a muzyka drażniąca. Taniec brzucha w wersji egipskiej wyglądał ładnie, ale dość jarmarcznie w tych wielobarwnych strojach i prostym trzęsieniu brzuchem, z różnymi umiejętnościami wyrażania swojej kobiecości i seksualności wśród tancerek – a na tym przecież ten taniec polega. Na tym tle tribal dance reprezentował się wprost zjawiskowo – niczym fragment pogańskich rytuałów odprawiany przez 100% wiedźmy – silne, dumne i świadome swojej kobiecości kobiety. Stroje – czarne, stylizowane na jakieś staropogańskie kapłanki, muzyka bardzo pierwotna, rytmy, które wprowadzały w trans. Wszyscy byliśmy zauroczeni.

Rewelacyjnie prezentowały się występy zaawansowanych tancerek, ciekawa choreografia – czasem bardziej nawiązująca do tańca nowoczesnego niż typowego tańca brzucha. Niezwykły pokaz z chustami i solowy pokaz nauczycielki tribal dance – jestem w stanie uwierzyć, że tak tańczyła, robiąc piorunujące wrażenie biblijna Salome.

Koncert zakończył pokaz tańca z filmów bollywoodzkich – niezwykle radosny i roztańczony show.

Szczerze mówiąc mam ochotę zapisać się na tribal dance, jedyne co mnie odstrasza to to, że sobie odnowię jakieś czarnomagiczne inicjacje, bo wyglądało to naprawdę mrocznie ;) Spodziewałam się czegoś bardziej afrykańskiego, lub chociaż indiańskiego, ale wiem, że każda szkołą tańca ma swoja stylizację.

Oto opis tribal dance ze strony tej szkoły:

TRIBAL BELLYDANCE: AMERICAN TRIBAL STYLE (ATS) I TRIBAL FUSION

Taniec ten jest fuzją tańca brzucha, tańców indyjskich i flamenco. “Tribe” (czyli plemię) oznacza wspólnotę kobiet i to właśnie wspólnota jest podstawą tego tańca. ATS opiera się na grupowej improwizacji, w której kobiety porozumiewają się za pomocą niewidocznych dla widza gestów, tworząc wrażenie całkowitej jedności. Postawa tancerek jest dumna i silna, a widz ma wrażenie uczestniczenia w misterium, które nie jest adresowane bezpośrednio do niego, ale realizuje się przede wszystkim w samej grupie. Bardzo dużo elementów ruchu bioder jest wspólnych dla tańca brzucha i tribal, jest jednak ogromna różnica w wyrazie tych tańców – przede wszystkim za sprawą zaczerpniętej z flamenco mocnej postawy.

Na gruncie ATS powstał nowy i obecnie bardzo intensywnie się rozwijający gatunek Tribal Fusion, będący formą eksperymentalną i często wykorzystujący nowoczesną, industrialną muzykę – osobom które chciałyby rozwijać się w tym kierunku polecamy zacząć od ATS, można też zacząć się uczyć Tribal Fusion mając podstawy klasycznego tańca brzucha.

Pozwoliłam sobie wkleić zdjęcia z zeszłorocznego pokazu, lub też z mniejszego pokazu sprzed kilku tygodni. Niestety nie ma zdjęć jeszcze z koncertu finałowego, a to była perełka z odpowiednio dobraną grą świateł i unoszącym się dymem.

Opublikowane w:  on 9 czerwiec 2008 at 12:54 Dodaj komentarz

Żyć jak sprężynka rozciągnięta do maxa

… czyli o inhibitorach rozwoju słów kilka.

Owe paskudztwo, to najsilniej ograniczające wzorce w naszym umyśle. Wyznaczają granicę, obszar, w którym możemy się poruszać. Sukcesy jakie możemy osiągać, szczęście, jakie wolno nam doświadczyć, a to co za granicą jest dla nas surowa zakazane. Już samo zbliżanie się do granicy wiąże się z olbrzymim wysiłkiem. Wrażenie jest właśnie takie, jakby się miało do pleców przyczepioną wielką sprężynę. Możemy ją rozciągnąć tylko do pewnego momentu i to coraz większym kosztem, w pewnej chwili opadamy z sił a sprężyna ściaga nas na sam początek.

Najciekawsze jest to, że pilnujemy się sami. Kierowani przez bardzo silne lęki, poczucie winy, poczucie zobowiązania i przekonania o własnej niezaradności i niemożności pójścia dalej, często tak silne i tak dla nas trudne, że spychamy je pod dywan własnej świadomości maskując innymi wzorcami, także po pewnym czasie już sami nie wiemy co się dzieje i o co nam chodzi.

Ja znów miałam znany mi od wielu lat sen o tym, że potrafię latać, ale tylko do wysokości kilku metrów nad ziemią. Nie ma tam żadnej widzialnej bariery, a jednak wyżej nie potrafię się wznieść. W ten sposób moja psychika opisywała działające na mnie graniczenia. Ostatnio też zupełnym przypadkiem dowiedziałam się, że kilka osób, które szanuję, które w jakiś sposób są dla mnie autorytetem, opisało mnie jako osobą niezwykle zdolną i utalentowaną, która jednak w tak niewielkim stopniu wykorzystuje swoje możliwości. Usłyszałam też, że znajomi mnie podziwiają i wręcz trochę zazdroszczą. Moja świadomość, że mogłabym robić tyle rzeczy, ale coś mnie powstrzymuje, coś we mnie – chciałabym, ale nie mogę, czuję ścisk w brzuchu i niemoc decyzyjną; wraz z tym wszystkim czego się dowiedziałam spowodowała we mnie wściekłość i chęć by raz na zawsze pozbyć się wszystkiego co mnie ogranicza.

Takie inhibitory często są zbudowane z kilku elementów i trzeba uwolnić je wszystkie by poczuć prawdziwe efekty. Ja przez lata zrobiłam porządek z kilkoma uzdrawiając relacje z rodzicami. Ale coś jeszcze zostało, co namierzyłam teraz.

Jednym z filarów inhibitora był ten lęk przez etykietką nienormalnej i powrótem do psychiatryka.

Kolejnym – silnie zakodowane poczucie długu wobec rodziców i babci, którego niby nigdy nie spłacę, więc mam choć spełniać oczekiwania – nie wzrastać ponad nich, by im nie nadwyrężać ego. Niesamowite jak to silnie we mnie siedzi! Gdy nagrywałam sobie afirmacje, by puszczać je sobie na komputerze w tle, musiałam powtarzać każdą do kilkunastu razy. Traciłam głos, zaczynałam się trząść i nie mogłam kontynuować! Tak bardzo miałam zakodowane, że puszczanie tego jest NIEUCZCIWE wobec rodziny… tak jakby to co oni robią było uczciwe :/ No, ale nie dam się, przepracuję to do końca.

Efekty w postaci zmasowanego ataku ze strony rodzinki były natychmiastowe. Czują, że coś się dzieje i się boją. Ni z gruszki ni z pietruszki babcia zaczęła kwestionować moją zdolność do podejmowania decyzji, zdrowie psychiczne i jeszcze kilka innych rzeczy. Zaczęło się, gdy spokojnie powiedziałam by szanowała moje zdanie, a nie próbowała narzucić swoje – gdy uparła się, ze MUSZĘ coś tam zrobić, co uważam dla mnie za zupełnie nieprzydatne w danym momencie, a wręcz szkodliwe. Zaczęła krzyczeć, że zdziwaczałam od siedzenia-pracy w domu, nie rozmawiam z ludźmi i nie wiem jak się NORMALNI ludzie zachowują. Czytaj: normalni ludzie wiedzą, że dzieci i ryby głosu nie mają, słucha się starszych nawet jak gadają astronomiczne bzdury i nawet nie jękną, gdy rodzic poprawia sobie samopoczucie ich kosztem.

Cóż, może i nie pracuję obcując z ludźmi, ale taki już mój zawód i ścieżka kariery, ale kontakt z ludźmi mam. Jednak z punktu widzenia mojej babci są oni bardzo nienormalni, bo za podstawę relacji uznają szacunek i to zachowanie mojej babci byłoby dla nich niedopuszczalne. Ale ja wolę tak żyć, na znacznie wyższym poziomie jakości życia i relacji, niż “tak jak wszyscy”.

Potem babcia ni z gruszki ni z pietruszki wyciągnęła sprawię pieniędzy jakie kiedykolwiek od nich dostałam. Zupełnie bez związku z tematem, ale doskonale pasujące było to do wzorca – wywołanie poczucia zobowiązania, które ma rodzić uległość. I oskarżenia, że to ja jestem wyniosła i dziwna “nie można mi nic powiedzieć” – powiedzieć można, ale nie obrażać i nabijać się złośliwie z moich argumentów. Poza tym jej nie o moje wysłuchanie, tylko o posłuszeństwo chodzi.

Jak jej zwróciłam na to uwagę, że robi to tylko w celu manipulacji to się dopiero przymknęła.

Mama oczywiście murem za babcią, żebym dała spokój, że babcia chce dobrze – ale co z tego, ze wg siebie chce dobrze, skoro mnie obraża, atakuje prymitywnie i ostro (nie chcielibyście widzieć jej w akcji, żenujący spektakl), ja po prostu nie zamierzam tego doświadczać, nie muszę,

Ja jestem z siebie dumna, bo po prostu powiedziałam, że sprawiają mi przykrość, że nie życzę sobie takiego traktowania, że szkoda mojego czasu na takie “rozmowy”, mam inne ciekawsze zajęcia i jeśli tak to ma wyglądać to oni nie są mi do niczego potrzebni i sobie poszłam. Wiem, że jeszcze grały we mnie emocje, ale do końca uzdrowienia tego tematu jeszcze będą. Daje sobie czas.

A oni się przestraszyli, że naprawdę się od nich odetnę. Mama od razu wieczorem wysłała ciepłego sms’a. Babcia jak do rany przyłóż. Wczoraj i dziś miałam z 5 telefonów od rodziców bym przyszła na obiad, bo będzie deser, bo kupili lody.. co z tego. Jak będę chciała to sobie kupię. Nie mam ochoty i tyle. A tak ogólnie to mnie raczej bawią.

Nich robią co chcą, ja się uwolnię do końca i już nic mnie nie powstrzyma.

Widzę nawet pierwsze zmiany w swoim nastawieniu. W czasie warsztatów Reiki poczułam, że tak bardzo mnie to ciekawi. Jak co uzdrawiać, powiązania organ – kręgi kręgosłupa, a tu taki meridian, a tu taki punkt, uzdrawianie żywiołami, kolorami… Kiedyś czułam w sobie coś takiego, marzyłam nawet by zostać uzdrowicielką :) ale potem to gdzieś przygasło, jak wszystkie moje autentyczne pasje. Etykietka – nie rusz i choć wiedziałam, że są takie a takie medytacje/techniki to sama nie pozwałam sobie z nich korzystać.

W dodatku usłyszałam, że daję bardzo mocny przekaż energii. Ja też to czuję, ogromne gorąco i rozkręcanie się czakr. A jestem dopiero po pierwszym stopniu!

Nie poszłam teraz na to seminarium II stopnia, awaria kompa (czego pś nie zrobi by nie nagrać afirmacji ;) ) pochłonęła moje fundusze. Ale lepiej na tym wyszłam – będę miała indywidualne seminarium za darmo!!! Za niecałe 3 tygodnie.

Yupi!

Opublikowane w:  on 1 czerwiec 2008 at 21:32 Dodaj komentarz

Haha jak lekko mi :)

Weeeee jak mi dobrze :D

Bardzo się cieszę, że poszłam na warsztaty. Choć drugi dzień był cięższy i zaraz po sesji miałam ochotę mojego Ukochanego zabić (całą moją sesję atakował mnie energetycznie aż mnie głowa rozbolała, uwalniałam się też od jego wampiryzmu energetycznego na nie itp), co jak stwierdzili znajomi po prostu miałam wypisane na twarzy, to całe to uzdrowienie przyniosło wspaniałe efekty a ja nabrałam wiary w lepszą przyszłość.

Co prawda jeszcze 2 dni po sesji byłam bardziej “Chmurką” niż “Słoneczkiem”, a raczej chmurą gradową, to zaowocowało to kategorycznym postawieniem kilku granic i postawieniem sytuacji jasno – jak jeszcze raz coś takiego będzie miało miejsce to się pożegnamy. Druga strona przejęła się straszliwie, sam biegał do prowadzącego co zrobić by się mechanizmów atakowania mnie itp pozbyć i od razu przystąpił do intensywnej pracy nad spacyfikowaniem owych skłonności. (Do tego skacze wokół mnie tak bardzo, że czasem aż się zastanawiam czy go nie wykorzystuję, ale to taka miła odmiana…. ;) )

Ja też dowiedziałam się co robiłam/myślałam źle. Zrozumiałam, że nastawianie się na harmonię uczuć i celów to za mało, potrzebna jest jeszcze harmonia energii, która takie atrakcje związkowy wyklucza, więc mam stosowną afirmację do przepracowania. Co prawda na sesji pogadałam sobie z moją regreserką i wyszło na jaw, że miała kiedyś związek bardzo podobny do mojego. Zna te wszystkie zachowania i moje dylematy. I też nie chodzi o to, że partner nie rozwijał się, ale że rozwijał się znacznie wolniej od niej i w pewnym momencie między nimi pojawiła się przepaść nie do przeskoczenia. Ja mam świadomość, że tak może być, że to bardzo prawdopodobne, ale też nie pewne. Nie ma sensu się na nic nastawiać, muszę zrobić to co w innych sytuacjach – otworzyć się na to, by działo się to co najlepsze i ufać, że tak właśnie się stanie. Inaczej się zamęczę.

Ale musiałam się jeszcze wygadać, troszkę wyżalić na mego lubego i uzyskać nie głaskanie po główce, ale konkretne konstruktywne porady i sugestie. Tutaj na medal sprawdziły się znajome z warsztatów (nota bene kilkanaście, 20 lat ode mnie starsze), które zaprosiły mnie do siebie na pogaduchy. Tak to jest, że jak człowiek gada, wyrzuci coś z siebie, to sam uświadamia sobie jak jest i co powinien zrobić. Tak było i tym razem. Uświadomiłam sobie, że choć teraz jest okres testowy – by sprawdzić ile się zmieni, w jaką stronę pójdzie nasza relacja. To jednak bardzo, ale to bardzo Go kocham i to naprawdę fajny i wyjątkowy facet. (Co obie przyznały). Ale jednocześnie wszystkie widzimy ciężki kaliber wzorców jakie ma (wojownik, walka, konflikty jako podstawa działania) i że musi z nimi zrobić porządek. No, ale ja muszę zrobić porządek ze swoją podatnością na tego typu ataki, samooceną, poczuciem winy, które przyciąga trudności jako karę i jeszcze paroma innymi rzeczami.

W każdym razie stwierdziłam, że bez względu na to gdzie będziemy za kilka miesięcy i jaką ostatecznie decyzję podejmę, to nie zamierzam tłumić miłości jaką czuję i mam ochotę obdarzać nią drugą osobę.

Może to dla wielu być dziwne. Tak często związki kończą się nienawiścią do drugiej osoby, lub chociaż obojętnością – wypaleniem uczuć. Jednak nas wiąże coś specjalnego, miłość, która przetrwała tysiąclecia wspólnych relacji karmicznych i czyni naszą relację nieporównywalna z niczym innym. Kochałam go zanim kiedykolwiek oblekłam się w ciało stając się kobietą lub mężczyzną, ta miłość jest częścią nas i nie może zgasnąć. Można ją stłumić, zablokować za pomocą różnych wzorców, ale to byłoby blokowanie się na miłość w ogóle. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że może się okazać, że On pewnych rzeczy w sobie nie uzdrowi i szczęśliwe bycie ze sobą będzie niemożliwe. Wtedy podejmę decyzję zgodną z tym co będzie dla mnie najlepsze. Kiedyś już odeszłam od niego, wiem jak to jest trudne i wiem też, że On zrobi wszystko bym tego nie zrobiła ponownie. Poza tym, patrząc na obecne życie – rozstanie mu się po prostu nie opłaca ;)

Ale pozostawienie świadomości faktów w umyśle wraz z konsekwentnym realizowaniem podjętych decyzji, przy jednoczesnym odblokowaniu pozytywnych uczuć, dało efekt spokoju i niezwykłej lekkości we mnie. Czasem to jest naruszane przez dalszą pracę nad wykorzenieniem do końca inhibitorów – ograniczeń wyniesionych od rodzinki, ale jednocześnie czuję, że teraz namierzyłam ostatnie filary, na których się one trzymały i wreszcie mogę być wolna.

Okazało się, że tak wiele osób ma problemy z tymi inhibitorami, że zmieniamy plan zajęć i przeszłe i kilka kolejnych będą poświęcone temu tematowi. Ale napiszę o tym w osobnej notce.