Napisane przez: Lady Mrau | 1 czerwiec 2008

Haha jak lekko mi :)

Weeeee jak mi dobrze :D

Bardzo się cieszę, że poszłam na warsztaty. Choć drugi dzień był cięższy i zaraz po sesji miałam ochotę mojego Ukochanego zabić (całą moją sesję atakował mnie energetycznie aż mnie głowa rozbolała, uwalniałam się też od jego wampiryzmu energetycznego na nie itp), co jak stwierdzili znajomi po prostu miałam wypisane na twarzy, to całe to uzdrowienie przyniosło wspaniałe efekty a ja nabrałam wiary w lepszą przyszłość.

Co prawda jeszcze 2 dni po sesji byłam bardziej “Chmurką” niż “Słoneczkiem”, a raczej chmurą gradową, to zaowocowało to kategorycznym postawieniem kilku granic i postawieniem sytuacji jasno – jak jeszcze raz coś takiego będzie miało miejsce to się pożegnamy. Druga strona przejęła się straszliwie, sam biegał do prowadzącego co zrobić by się mechanizmów atakowania mnie itp pozbyć i od razu przystąpił do intensywnej pracy nad spacyfikowaniem owych skłonności. (Do tego skacze wokół mnie tak bardzo, że czasem aż się zastanawiam czy go nie wykorzystuję, ale to taka miła odmiana…. ;) )

Ja też dowiedziałam się co robiłam/myślałam źle. Zrozumiałam, że nastawianie się na harmonię uczuć i celów to za mało, potrzebna jest jeszcze harmonia energii, która takie atrakcje związkowy wyklucza, więc mam stosowną afirmację do przepracowania. Co prawda na sesji pogadałam sobie z moją regreserką i wyszło na jaw, że miała kiedyś związek bardzo podobny do mojego. Zna te wszystkie zachowania i moje dylematy. I też nie chodzi o to, że partner nie rozwijał się, ale że rozwijał się znacznie wolniej od niej i w pewnym momencie między nimi pojawiła się przepaść nie do przeskoczenia. Ja mam świadomość, że tak może być, że to bardzo prawdopodobne, ale też nie pewne. Nie ma sensu się na nic nastawiać, muszę zrobić to co w innych sytuacjach – otworzyć się na to, by działo się to co najlepsze i ufać, że tak właśnie się stanie. Inaczej się zamęczę.

Ale musiałam się jeszcze wygadać, troszkę wyżalić na mego lubego i uzyskać nie głaskanie po główce, ale konkretne konstruktywne porady i sugestie. Tutaj na medal sprawdziły się znajome z warsztatów (nota bene kilkanaście, 20 lat ode mnie starsze), które zaprosiły mnie do siebie na pogaduchy. Tak to jest, że jak człowiek gada, wyrzuci coś z siebie, to sam uświadamia sobie jak jest i co powinien zrobić. Tak było i tym razem. Uświadomiłam sobie, że choć teraz jest okres testowy – by sprawdzić ile się zmieni, w jaką stronę pójdzie nasza relacja. To jednak bardzo, ale to bardzo Go kocham i to naprawdę fajny i wyjątkowy facet. (Co obie przyznały). Ale jednocześnie wszystkie widzimy ciężki kaliber wzorców jakie ma (wojownik, walka, konflikty jako podstawa działania) i że musi z nimi zrobić porządek. No, ale ja muszę zrobić porządek ze swoją podatnością na tego typu ataki, samooceną, poczuciem winy, które przyciąga trudności jako karę i jeszcze paroma innymi rzeczami.

W każdym razie stwierdziłam, że bez względu na to gdzie będziemy za kilka miesięcy i jaką ostatecznie decyzję podejmę, to nie zamierzam tłumić miłości jaką czuję i mam ochotę obdarzać nią drugą osobę.

Może to dla wielu być dziwne. Tak często związki kończą się nienawiścią do drugiej osoby, lub chociaż obojętnością – wypaleniem uczuć. Jednak nas wiąże coś specjalnego, miłość, która przetrwała tysiąclecia wspólnych relacji karmicznych i czyni naszą relację nieporównywalna z niczym innym. Kochałam go zanim kiedykolwiek oblekłam się w ciało stając się kobietą lub mężczyzną, ta miłość jest częścią nas i nie może zgasnąć. Można ją stłumić, zablokować za pomocą różnych wzorców, ale to byłoby blokowanie się na miłość w ogóle. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że może się okazać, że On pewnych rzeczy w sobie nie uzdrowi i szczęśliwe bycie ze sobą będzie niemożliwe. Wtedy podejmę decyzję zgodną z tym co będzie dla mnie najlepsze. Kiedyś już odeszłam od niego, wiem jak to jest trudne i wiem też, że On zrobi wszystko bym tego nie zrobiła ponownie. Poza tym, patrząc na obecne życie – rozstanie mu się po prostu nie opłaca ;)

Ale pozostawienie świadomości faktów w umyśle wraz z konsekwentnym realizowaniem podjętych decyzji, przy jednoczesnym odblokowaniu pozytywnych uczuć, dało efekt spokoju i niezwykłej lekkości we mnie. Czasem to jest naruszane przez dalszą pracę nad wykorzenieniem do końca inhibitorów – ograniczeń wyniesionych od rodzinki, ale jednocześnie czuję, że teraz namierzyłam ostatnie filary, na których się one trzymały i wreszcie mogę być wolna.

Okazało się, że tak wiele osób ma problemy z tymi inhibitorami, że zmieniamy plan zajęć i przeszłe i kilka kolejnych będą poświęcone temu tematowi. Ale napiszę o tym w osobnej notce.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie