Napisane przez: Lady Mrau | 9 czerwiec 2008

Aż tańczyć się chce

Wczoraj poszłam z Przyjaciółką i mym Lubym na koncert finałowy szkoły tańca orientalnego.

To było jedno z najlepiej wydanych 10 zł w moim życiu.

Przez 1,5h przez scenę przewinęło się ponad 60 tancerek, zarówno debiutantek – tańczących od kilku miesięcy, tancerek zawodowych jak i ich instruktorek. Wiek – na oko od 15 do 55 lat, do tego przekrój przez różne kategorie wagowe i wizualne. Nadawało to imprezie klimatu tańców amatorskich, dzięki czemu tym bardzie kibicowaliśmy kobitkom, które odważyły się zaprezentować swoje umiejętności w całkiem kusych strojach.

Koncert składał się z 3 części tematycznych – na początku tradycyjny taniec hinduski w przepięknych sari, później różne wariacje na temat tańca brzucha, a kolejny, robiący piorunujące wrażenie – tribal dance.

Taniec hinduski był dla europejskiego odbiorcy nieco zabawny, a muzyka drażniąca. Taniec brzucha w wersji egipskiej wyglądał ładnie, ale dość jarmarcznie w tych wielobarwnych strojach i prostym trzęsieniu brzuchem, z różnymi umiejętnościami wyrażania swojej kobiecości i seksualności wśród tancerek – a na tym przecież ten taniec polega. Na tym tle tribal dance reprezentował się wprost zjawiskowo – niczym fragment pogańskich rytuałów odprawiany przez 100% wiedźmy – silne, dumne i świadome swojej kobiecości kobiety. Stroje – czarne, stylizowane na jakieś staropogańskie kapłanki, muzyka bardzo pierwotna, rytmy, które wprowadzały w trans. Wszyscy byliśmy zauroczeni.

Rewelacyjnie prezentowały się występy zaawansowanych tancerek, ciekawa choreografia – czasem bardziej nawiązująca do tańca nowoczesnego niż typowego tańca brzucha. Niezwykły pokaz z chustami i solowy pokaz nauczycielki tribal dance – jestem w stanie uwierzyć, że tak tańczyła, robiąc piorunujące wrażenie biblijna Salome.

Koncert zakończył pokaz tańca z filmów bollywoodzkich – niezwykle radosny i roztańczony show.

Szczerze mówiąc mam ochotę zapisać się na tribal dance, jedyne co mnie odstrasza to to, że sobie odnowię jakieś czarnomagiczne inicjacje, bo wyglądało to naprawdę mrocznie ;) Spodziewałam się czegoś bardziej afrykańskiego, lub chociaż indiańskiego, ale wiem, że każda szkołą tańca ma swoja stylizację.

Oto opis tribal dance ze strony tej szkoły:

TRIBAL BELLYDANCE: AMERICAN TRIBAL STYLE (ATS) I TRIBAL FUSION

Taniec ten jest fuzją tańca brzucha, tańców indyjskich i flamenco. “Tribe” (czyli plemię) oznacza wspólnotę kobiet i to właśnie wspólnota jest podstawą tego tańca. ATS opiera się na grupowej improwizacji, w której kobiety porozumiewają się za pomocą niewidocznych dla widza gestów, tworząc wrażenie całkowitej jedności. Postawa tancerek jest dumna i silna, a widz ma wrażenie uczestniczenia w misterium, które nie jest adresowane bezpośrednio do niego, ale realizuje się przede wszystkim w samej grupie. Bardzo dużo elementów ruchu bioder jest wspólnych dla tańca brzucha i tribal, jest jednak ogromna różnica w wyrazie tych tańców – przede wszystkim za sprawą zaczerpniętej z flamenco mocnej postawy.

Na gruncie ATS powstał nowy i obecnie bardzo intensywnie się rozwijający gatunek Tribal Fusion, będący formą eksperymentalną i często wykorzystujący nowoczesną, industrialną muzykę – osobom które chciałyby rozwijać się w tym kierunku polecamy zacząć od ATS, można też zacząć się uczyć Tribal Fusion mając podstawy klasycznego tańca brzucha.

Pozwoliłam sobie wkleić zdjęcia z zeszłorocznego pokazu, lub też z mniejszego pokazu sprzed kilku tygodni. Niestety nie ma zdjęć jeszcze z koncertu finałowego, a to była perełka z odpowiednio dobraną grą świateł i unoszącym się dymem.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie