Wczoraj poszłam z Przyjaciółką i mym Lubym na koncert finałowy szkoły tańca orientalnego.
To było jedno z najlepiej wydanych 10 zł w moim życiu.
Przez 1,5h przez scenę przewinęło się ponad 60 tancerek, zarówno debiutantek – tańczących od kilku miesięcy, tancerek zawodowych jak i ich instruktorek. Wiek – na oko od 15 do 55 lat, do tego przekrój przez różne kategorie wagowe i wizualne. Nadawało to imprezie klimatu tańców amatorskich, dzięki czemu tym bardzie kibicowaliśmy kobitkom, które odważyły się zaprezentować swoje umiejętności w całkiem kusych strojach.
Koncert składał się z 3 części tematycznych – na początku tradycyjny taniec hinduski w przepięknych sari, później różne wariacje na temat tańca brzucha, a kolejny, robiący piorunujące wrażenie – tribal dance.
Taniec hinduski był dla europejskiego odbiorcy nieco zabawny, a muzyka drażniąca. Taniec brzucha w wersji egipskiej wyglądał ładnie, ale dość jarmarcznie w tych wielobarwnych strojach i prostym trzęsieniu brzuchem, z różnymi umiejętnościami wyrażania swojej kobiecości i seksualności wśród tancerek – a na tym przecież ten taniec polega. Na tym tle tribal dance reprezentował się wprost zjawiskowo – niczym fragment pogańskich rytuałów odprawiany przez 100% wiedźmy – silne, dumne i świadome swojej kobiecości kobiety. Stroje – czarne, stylizowane na jakieś staropogańskie kapłanki, muzyka bardzo pierwotna, rytmy, które wprowadzały w trans. Wszyscy byliśmy zauroczeni.
Rewelacyjnie prezentowały się występy zaawansowanych tancerek, ciekawa choreografia – czasem bardziej nawiązująca do tańca nowoczesnego niż typowego tańca brzucha. Niezwykły pokaz z chustami i solowy pokaz nauczycielki tribal dance – jestem w stanie uwierzyć, że tak tańczyła, robiąc piorunujące wrażenie biblijna Salome.
Koncert zakończył pokaz tańca z filmów bollywoodzkich – niezwykle radosny i roztańczony show.
Szczerze mówiąc mam ochotę zapisać się na tribal dance, jedyne co mnie odstrasza to to, że sobie odnowię jakieś czarnomagiczne inicjacje, bo wyglądało to naprawdę mrocznie
Spodziewałam się czegoś bardziej afrykańskiego, lub chociaż indiańskiego, ale wiem, że każda szkołą tańca ma swoja stylizację.
Oto opis tribal dance ze strony tej szkoły:
TRIBAL BELLYDANCE: AMERICAN TRIBAL STYLE (ATS) I TRIBAL FUSION
Taniec ten jest fuzją tańca brzucha, tańców indyjskich i flamenco. “Tribe” (czyli plemię) oznacza wspólnotę kobiet i to właśnie wspólnota jest podstawą tego tańca. ATS opiera się na grupowej improwizacji, w której kobiety porozumiewają się za pomocą niewidocznych dla widza gestów, tworząc wrażenie całkowitej jedności. Postawa tancerek jest dumna i silna, a widz ma wrażenie uczestniczenia w misterium, które nie jest adresowane bezpośrednio do niego, ale realizuje się przede wszystkim w samej grupie. Bardzo dużo elementów ruchu bioder jest wspólnych dla tańca brzucha i tribal, jest jednak ogromna różnica w wyrazie tych tańców – przede wszystkim za sprawą zaczerpniętej z flamenco mocnej postawy.
Na gruncie ATS powstał nowy i obecnie bardzo intensywnie się rozwijający gatunek Tribal Fusion, będący formą eksperymentalną i często wykorzystujący nowoczesną, industrialną muzykę – osobom które chciałyby rozwijać się w tym kierunku polecamy zacząć od ATS, można też zacząć się uczyć Tribal Fusion mając podstawy klasycznego tańca brzucha.
Pozwoliłam sobie wkleić zdjęcia z zeszłorocznego pokazu, lub też z mniejszego pokazu sprzed kilku tygodni. Niestety nie ma zdjęć jeszcze z koncertu finałowego, a to była perełka z odpowiednio dobraną grą świateł i unoszącym się dymem.



