Jestem, żyję, tylko nie mam czasu ani weny pisać.
Za dużo się dzieje i jeszcze tego do końca nie ogarnęłam. Za dużo dylematów, trudnych decyzji i konieczności zmierzenia się z lękiem, poczuciem winy i innymi mało przyjemnymi emocjami. Przygotowuję się do zakończenia okresu próbnego i zerwania kontaktów rodzinnych na czas dłuższy. Za starania, przemyślenia i zrozumienie czegokolwiek wystawiam im w skali od 0 do 10 ocenę -12 (słownie minus dwanaście). Jak oni na mnie leją to co ja się będę przejmować… niestety jeszcze się przejmuję i pracuję nad tym by się tego pozbyć.
W pracy dużo zleceń i trochę nerwów po numerach jaki wywinął angielski klient (nie płacąc pod koniec projektu do tego).
Ciężkie rozmowy z przyjaciółkami, z partnerem. Trudna nauka stawiania granic i dbania o własne uczucia i interesy, gdy się do tej pory tego nie robiło + delikatny opór ludzi przyzwyczajonych do czegoś innego. Rezultat – jest lepiej, bliżej, szczerzej, ale jeszcze trzeba nauczyć się nowych zachowań i wrzasku gdy z przyzwyczajenia ktoś postąpi po staremu.
Lekcja: to jak interpretujemy dane zachowanie wynika z naszych doświadczeń i może być zupełnie różne od intencji drugiej osoby, dla której oznacza ono zupełnie coś innego. Dlatego trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać…
Ogólnie wszystko do przodu, wiele lekcji, przemyśleń, doświadczeń, tylko, że to wszystko okupione sporym wysiłkiem psychicznym.
Jeszcze trochę, już czuję, że całe to poczucie zobowiązania, winy, wstydu zaczyna puszczać i wreszcie przestanę się tak męczyć i psychicznie będzie mi lżej.