Iwona Zgliczyńska, polki.wp.pl

Związek z matką to najsilniejsza więź emocjonalna, jaka jest nam dana. Ale ta miłość bywa trudna. Czasem jest w niej więcej urazów, gniewu, milczenia niż prawdziwej bliskości. Kobiet niepogodzonych z matkami są tysiące. Czy jest dla nich szansa na pojednanie?

Fundamenty na piasku

Iza jest kompletnie rozbita, gdy opowiada o przeżyciach z dzieciństwa. – Kiedy zaczęli do mnie przychodzić chłopcy, matka wbiegała do pokoju, by ich wyganiać. Potem kazała mi za karę pleć ogródek. Chciałam się dowiedzieć dlaczego. A ona: „Zero dyskusji”. Nienawidziłam tego ogródka z całych sił – na twarzy Izy widać wściekłość pomieszaną z bezradnością. Zupełnie nieprzystającą do 30-letniej szefowej dużej firmy doradczej. Jakby nadal była małą dziewczynką walczącą z potężną matką o prawo do niezależności.

Dlaczego dorosłe kobiety rozpadają się psychicznie w obliczu wspomnień z dzieciństwa? Dlaczego tamte przeżycia nadal mają nad nimi taką władzę?

Anna Dodziuk, psychoterapeuta: To jest tak, jakby ktoś się dziwił, że jakaś osoba nie umie tańczyć, a ona tak naprawdę nie potrafi nawet pewnie postawić stóp na ziemi. Bo matka to pierwsza osoba, od której dostajemy informacje o świecie i o sobie. Jeżeli są negatywne albo niejasne, to jako dorośli musimy budować swoje życie na piasku.

Miłość rujnująca

Kiedy pytam Beatę, co znaczy dla niej zdanie: „Miłość matki może ranić”, odpowiada: – Jak ktoś kocha za bardzo, to cię rujnuje. – Opowiada dalej: – W domu działy się dantejskie sceny. Wmuszanie mi wszystkiego przez otwór gębowy. Jak w końcu godziłam się coś zjeść, mama smarowała chlebek z dwóch stron masłem. W końcu przestałam odczuwać głód. Matka nigdy nie pozwoliła mi zatęsknić za jedzeniem. Ona zawsze martwiła się o mnie do granic rozsądku. Czułam, że cała o mnie drży, choć nie było powodu. Uważała mnie za wiecznie bladą, wiecznie niewystarczająco dobrą. Starałam się ją zadowolić, ale ona i tak się martwiła i była ciągle nieszczęśliwa.

Anna Dodziuk: Miłość niektórych matek zależy od tego, czy dziewczynka spełnia ich oczekiwania. Wtedy dziecko jest nagradzane uczuciem, ale pod pewnymi warunkami. Na przykład: „Będę cię kochać, jeśli na to zasłużysz”. Skutek na lata? Nastawienie matki kształtuje zdolności córki do lubienia siebie. To jest jak pierwsza matryca. Jak zamontowany na całe życie filtr, przez który sączy się ze świata informacje o sobie. Taka dziewczyna nie będzie miała najprawdopodobniej solidnych podstaw do budowania poczucia własnej wartości i nie będzie się liczyć ze swoimi potrzebami.

Ucieczka w małżeństwo

Iza chciała szybko wyprowadzić się z domu. Nagła decyzja o ślubie była spowodowana pragnieniem ucieczki od matki, a nie bycia z mężczyzną. Od początku w jej małżeństwie się nie układało. Nie miała jednak odwagi odejść od męża. Chciała udowodnić matce, że w końcu coś zrobi dobrze. Gotowała więc trzydaniowe obiadki i milczała. Nigdy by go nie zostawiła. Kiedy on kazał się jej wynosić, miała 28 lat. – Znowu wylądowałam u rodziców, w swoim małym pokoju. Błękitne zasłonki, różowy kocyk, wykrochmalona pościel – opowiada. – I stare kłótnie. Koszmar!

Anna Dodziuk: Takie dziewczyny w dorosłym życiu swój wysiłek skupiają na zaspokajaniu potrzeb innych ludzi. Na przykład kiedy wyjdą za mąż, starają się przystosować do wymagań mężczyzny, a spełnianie swoich pragnień są gotowe odkładać w nieskończoność. Latami nie potrafią się rozstać z partnerami, którzy je unieszczęśliwiają. Znowu są psychicznie zależne, ale tym razem od męża. Żyją tak, bo się boją, że nikt inny ich nie zaakceptuje. Są przecież niewystarczająco dobre. Taką informację dostawały w dzieciństwie od matki.

Kochanie, pomóż!

Beata niedawno uświadomiła sobie, że nie jest odpowiedzialna za szczęście matki. – Poczułam, że ona jest jak studnia bez dna, która zawsze czegoś chce. A ja jej tego nie potrafię dać. Jestem tylko coraz bardziej zmęczona. Jak do niej dzwoniłam i chciałam coś opowiedzieć, ona przyczepiała się do jakiegoś nieistotnego szczegółu. Obrażała się, a potem tygodniami demonstrowała urażoną dumę. Czasami jednak wykrzykiwała: „Pomóż mi, córeczko. Jestem taka nieszczęśliwa i samotna! Inne córki rozmawiają z matkami. A ty jesteś dla mnie taka okropna”.Toksyczne matki czasem stosują mniej lub bardziej wyrafinowane techniki nacisku na swoje dzieci. Kontrolują, szantażują, ale nie wprost. W ten sposób dają do zrozumienia córce, że ich potrzeby emocjonalne nie są zaspokojone.

Anna Dodziuk: Ale przecież dziecko nie rodzi się po to, żeby leczyć z problemów swoją matkę czy podnosić jej poczucie własnej wartości. Dorosłe córki takich matek łatwo dają sobą manipulować. One przywykły do szantażu. Są również głodne tego, czego od zawsze im brakowało: akceptacji i miłości. Starają się więc na to zasłużyć. Skutek? Wikłają się w kolejne niezdrowe relacje.

Przecięcie pępowiny

Ale w końcu przychodzi taki moment, że czują się postawione pod ścianą. Są tak bardzo nieszczęśliwe. Wtedy decydują się na bolesny, ale spóźniony krok: przecięcie pępowiny. Beata przestała w ogóle dzwonić do matki. – W końcu miałam w nosie, co ona czuje. Zerwanie kontaktów pozwoliło mi się od niej odsunąć i pozbierać do kupy. Szkoda, że zrobiłam to tak późno! Niedawno urodziła córeczkę. Mama zaproponowała jej, że będzie odbierać wnuczkę wcześniej z przedszkola. – Nie zgodziłam się. Przecież mogłaby mi ją zabrać. Nie w sensie dosłownym. Ale ona ma w sobie tyle niespożytkowanej miłości i potrzeby martwienia się o kogoś. Nadal traktuje mnie jak dziecko. A ja nie chcę być starszą siostrą swojej córki – mówi Beata. I dodaje: – Ostatnio powiedziałam do córki coś, co mnie przeraziło: „Ja tak się o ciebie martwię, ty mała niewdzięcznico!”. Nie udało mi się opanować, mimo że tak bardzo chciałam być inna od matki. Choć staram się ograniczać nasze kontakty, ona nadal ma nade mną władzę. Jest we mnie. Męczy mnie obawa, że jakaś siła nie pozwoli mi ominąć jej błędów. To złości.

Pojednanie

Pytamy psychoterapeutkę, czy pogodzenie się matki z dorosłą córką jest możliwe?

Anna Dodziuk: Czasem w życiu pojawia się sytuacja, która samoistnie leczy, diametralnie zmieniając relacje między matką i córką. Ale zwykle potrzebna jest psychoterapia. Warto podjąć to wyzwanie, bo cierpienie i matki, i córki nic nikomu nie daje. Widziałam niejedną taką córkę, która po pracy psychoterapeutycznej bardzo się zmieniła: mocniej stawała na własnych nogach, czuła się mniej zależna od matki, zdobywała przekonanie, że sama sobie świetnie radzi w życiu. Kiedy poczucie własnej wartości takiej kobiety rośnie, często chce się ona skonfrontować z matką, od której uciekła. Jedzie do swojej rodzinnej miejscowości i odkrywa, że matka nie ma już nad nią władzy. Nie ma takiej mocy, żeby swoimi przewrotnymi sposobami doprowadzić ją do łez. Czasem okazuje się, że może jej powiedzieć: „Kocham cię”. I matka płacze, bo ostatni raz słyszała to od swojego dziecka, kiedy miało trzy lata.
Metaforycznie można by powiedzieć, że dokonuje się zdjęcie złego zaklęcia. Matka przestaje być czarownicą, a jej krzywdzące zachowania znikają. Bo ta krytyka, złośliwości, ochładzanie stosunków, brak pochwał i podobne metody są skuteczne tak długo, jak długo jest ktoś, na kogo działają. A silna córka już umie się bronić przed manipulacjami i jest na tyle pewna swojej wartości, że nie można jej dosięgnąć ani zranić.

Nowa córka mówi: nie życzę sobie

Czasem nie udaje się doprowadzić do serdeczności, ale do poprawnego układu zwykle tak. „Nowa” córka musi tylko umieć postawić matce jasne granice, których ta nie powinna przekraczać. Iza mówi: – Kiedy patrzę na jej pomarszczoną skórę, ogarnia mnie dzisiaj jakaś dziwna czułość. W oczach widzę dawną hardość i charakter żandarma. Ale wiem, że ona mnie naprawdę kocha. Nauczyłam się głośno mówić: „Nie” i „Nie życzę sobie”. I moja matka, o dziwo, to zaakceptowała. Nie poszłabym dziś z nią na kawę, żeby się jej zwierzać. Nie zniosłabym tygodniowych wakacji sam na sam. Ale już nie ma między nami złości, silnego napięcia, złych emocji.

Konsultacja tekstu:
Anna Dodziuk, psychoterapeuta. Pracuje w Instytucie Psychologii Zdrowia z trzeźwiejącymi alkoholikami i członkami ich rodzin, zajmuje się też terapią małżeńską.

About these ads