Całkiem niedawno mój siedemnastoletni syn przedstawił mi to w bardzo przejmujący sposób. Powiedział tak: “Tato, kiedy patrzę na świat i widzę co większość dorosłych robi ze swoim życiem, co myślą o swoich pracach, to nie jest to zbyt inspirujące. Słucham, kiedy ludzie mówią mi, że powinienem ciężko pracować i zdobywać jak najlepsze oceny, abym później mógł znaleźć lepszą pracę, itd. To wszystko ma taki sens, jak chodzenie do biblioteki i uczenie się kart z katalogu na pamięć! Po co? Jaki jest w tym cel?”
Powiedziałem do niego: “Jesse, masz całkowitą racje. To nie jest cel. To nie jest sens życia.”
I ja w to wierzę.
W tym miejscu chcę wprowadzić dwie uwagi: Pierwsza- życie nie ma żadnego sensu, Ty sam musisz stworzyć sens życia, zwłaszcza swojego życia. I druga – najważniejszy jest cel życia, zwłaszcza Twojego życia, ale musisz go najpierw odkryć. Te dwie rzeczy ściśle ze sobą współgrają, “zazębiają się” za siebie. Jeżeli odnajdziesz cel swojego życia, będziesz zdolny zobaczyć jego sens.
“Sens życia”by Jamey Andreas
Test polityczny
Zrobiony w chwili wolnej na: http://testpolityczny.pl/
Oto Twoje wyniki:
Wolność gospodarcza: 62
więcej od 84.7% uczestników testu
Tradycjonalizm:-55
więcej od 2.3% uczestników testu
Wolności obywatelskie:32
więcej od 69.3% uczestników testu
Najbliższa Ci ideologia to: Liberalizm
Liberalizm to ideologia, odwołująca się do indywidualizmu. Głosi ona wolność jako wartość najwyższą, stawia prawa jednostki powyżej praw wspólnoty. Poglądy liberalne są często uważane za najbardziej tolerancyjne wobec poglądów i czynów innych ludzi. Współcześni europejscy liberałowie opowiadają się przede wszystkim za rozszerzeniem swobód obywatelskich oraz zmniejszeniem (lecz nie likwidacją) ingerencji państwa w rynek.
Partie posiadające frakcje liberalne:Unia Polityki Realnej, Partia Demokratyczna, Platforma Obywatelska
PS. Postanowiłam nie olać sprawy, tylko złożyć powiadomienie o popełnieniu przestępstwa w sprawie oszukańczego sklepu internetowego, w którym zrobiłam zamówienie. Zrobiła się z tego większa afera co można przeczytać tutaj.
Wyrachowana jestem
… czyli opowieści jak to biorę gdy mi dają, gryzę gdy chcą ponad miarę i olewam irytujące zachowania.
A chodzi o babcię. Po jej ostatniej tyradzie, gdzie się nasłuchałam jakim to podłym człowiekiem jestem, wyrodną córką i takie tam (bo nie zamierzam wyrzec się ojca i skakać dookoła mamusi jakby była niepełnosprawna co najmniej), zostałam wyrzucona z rodziny (nie pierwszy raz) staruszka czuła, że przegięła i szybko zaczęła szeleścić, że wszyscy mają teraz płaskie monitory więc ja też powinnam i mi go zasponsoruje. A miałam ja zasłużonego, ale piekielnie dobrego CRTka, kupionego swojego czasu specjalnie dla prac graficznych. Zaczęłam się już rozglądać za LCDkiem, ale bez większego przekonania (zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę tych z dobrym odwzorowaniem kolorystycznym). Na początku stwierdziłam, że wolę przeprosiny od monitora, ale gdy zadzwoniła w moje imieniny, stwierdziłam – co mi tam. Jak dają to biorę, od ręki. Jeszcze się rozmyśli i znów mnie z rodziny wykluczy, a tak będę miała nówkę. Stary CRT może w końcu odmówić posłuszeństwa i będzie problem, a pieniądze wolę zbierać na wakacje. Babci przeprosiny nie przejdą przez gardło, a tak mam jakieś zadośćuczynienie za straty moralne za wszystkie obelgi jakie wysłuchałam, chociaż tyle mojego.
Reszta w skrócie
Spisz rzeczy bardziej i mniej ważnych:
- Dostałam zwrot za ciepło w wysokości 1200 zł !!! Do tego obniżkę czynszu o 100 zł /mieś. Może nie odzyskałam wszystkich pieniędzy straconych przez wadliwe przeliczniki, ale przynajmniej część i czynsz wrócił do rozsądnej kwoty.
- Ukochany spisuje się w trudnych dla mnie chwilach po prostu fantastycznie. Wspiera psychicznie i bardzo konkretnie. Pomaga w kuchni/domu, nawet gdy jest moja kolej. Jak widzi, że mam doła kupuje mi czekoladę. Dba o to by kot nie budził mnie rano, bo wie, że czasem kiepsko sypiam i lubię rano nadrabiać. Ostatnio czuję się ukochana, doceniona i powspierana przez mężczyzn w moim życiu, tylko kobiety dwie wyrównują do nieciekawej normy.
- Oswoiłam się ze swoim nowym kolorem włosów i coraz bardziej ciągnie mnie do ubrań w różnych odcieniach zieleni i turkusu.
- Planuję na początku września wakacyjny objazd po znajomych w UK. Będę szlajać się po wrzosowiskach i zwiedzać znane mi z dzieciństwa zakątki Walii. Ze Słońcem oczywiście. Oby udało się zrealizować wszystkie plany.
- Pożegnałam się z moim programistą. Postanowił wyspecjalizować się w dziedzinie, która wymija się z moją działką. Jest w tym cholernie dobry i od razu podpisał świetny kontrakt. Przewiduję dla niego błyskotliwą karierę i mu jej życzę, jednak w efekcie szukam nowych współpracowników. Gdybym tylko miała do tego głowę…
- Właśnie, z powodu kwiatków maminych są dni gdy muszę zmuszać się do pracy i takie, gdy mi się to nie udaje, bo po prostu ryczę i dygoczę. Ale wiem, ze przerobiłam tatusia, to przerobię i ją, ale oznacza to wkopywanie się w emocje trudne i paskudne. A i na bieżąco wątpliwości mnie gryzą i osłabiają. W każdym razie zlecenia płyną szerokim strumieniem, co stanowi jakąś motywację do tego by się wziąć w garść.
- W ramach odstresowania i wyoutowania się z codziennych myśli pogrywam w MMORPG “Runes of Magic” – taka świetną, darmową alternatywę WOW’a. Szkoda tylko, że Słońce nie ma na razie ochoty w to grać, bo w dwójkę gra się najlepiej (to przekrzykiwanie się z pokoju do pokoju
), ale jak to MMO ludu jest wystarczająco dużo by sobie towarzystwo znaleźć. Jak trzeba, bo tak to nie mam ochoty na gadki o dupie maryni. - Utyłam po świętach!!! Trzeba było nie robić pysznych i masakrycznie kalorycznych mazurków
(( Słońce zakazało mi wszelkich prób odchudzania, więc postaram się więcej ruszać. A może po prostu sobie odpukam EFT kompleksy z racji okrągłego brzuszka, bo mojemu mężczyźnie i tak się oczki świecą jak na mnie patrzy
- Udało się nam spotkać we 3 z przyjaciółkami, jak za starych czasów. Tylko kaliber rozmów poważniejszy. Trochę zmonopolizowałam rozmowę z racji Wielkiej Awantury, która miała miejsce dzień wcześniej. Na razie napiszę tylko, że uciekłam z domu rodziców z na wpół gotowymi mazurkami i kończyłam u siebie, bo mama dostała swojego ataku. Po tym wszystkim co usłyszałam ryczałam 3h i nie mogłam się uspokoić kolejnych kilka Nie mam wątpliwości, że z mamy psychiką jest bardzo źle – jest całkowicie nieobliczalna i stanowi zagrożenie dla innych. W tym tyg. będę się konsultować odnośnie załatwienia jej konsultacji psychiatrycznych. I trzeba będzie rozważyć przymusowe skierowanie na badania, bo wg niej z nią wszystko w porządku. Oczywiście wcześniej mogą ją zamknąć za groźby karalne…
- Mój kot jest śliczny i cudnie mruczy mi na kolanach
(Prawie)Wszystko o moim ojcu
Przez wiele tygodni pracowałam nad uzdrowieniem moich relacji z ojcem. Przeszłam od czystej nienawiści i chęci odwetu, do akceptacji przeszłości, świadomości tego, że jednak Go kocham i chcę spróbować zbudować naszą relację na nowo. Tata prosił mnie o spotkanie, ale ciągle nie byłam na nie gotowa. Nie wiedziałam czego chcę, ani co czuję. Ostatnia sesja regresingu była w tym temacie kluczowa i pomogła mi odnaleźć wewnętrzną pewność i spokój.
Poczułam całą sobą, że chcę Mu powiedzieć, że Go kocham, że uważam, że dobrze robi rozwodząc się z mamą, niszczyła go całe życie i On nie musi dalej tego znosić. Ma prawo do szczęścia.
Wolałam nie zakładać jak zachowa się druga strona i po prostu pozwolić by się działo. I dobrze, bo dzięki temu miałam miłą niespodziankę.
Skoro dojrzałam do spotkania, to zaprosiłam tatę do siebie.
Wiosna, czas porządków i zmian
Ostatnim tygodniom towarzyszyło za dużo emocji i zmian, bym mogła opisywać je na bieżąco. Opisania wymaga pewnego dystansu, a ja go nie miałam. Nadal nie mam go zbyt wiele, ale myślę, że warto podsumować pewne rzeczy, a inne po prostu wyrzucić z siebie. Mam fragmenty zaczętych notek, aktualności dawne i bardziej obecne. Zacznę od najstarszych – z końca marca.
Pierwsze dni słońca, genialna 3h sesja regresingu w temacie rodziny, sporo przemyśleń, duże zmiany, choć kwiatków rodzinnych raczej więcej niż mniej, to jednak wygląda to już inaczej niż kiedyś.
Jeszcze dochodzę do siebie po grypie jelitowej, a przynajmniej dolegliwościach, które tak się objawiły, a dziwnym trafem zaczęły po bardzo nieprzyjemnej rozmowie z moją mamą, po której stwierdziłam, że dalsze dyskusje pozbawione są sensu i przestałam odpowiadać na telefony, smsy po których miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę itp. Matuś potrafi zrobić największe świństwo i potem przedstawić to tak, że to ja się zastanawiam czy zachowuje się w porządku. Lata manipulacyjnej praktyki.
Mam za sobą poważną rozmowę z babcią, gdzie przedstawiłam jej sytuację rodzinną i prosiłam o wsparcie przy wbijaniu rodzicom do głowy by przepisali majątek na nas, bo wraz z rozwodem firma padnie a za długi zajmą wszystko co należy do rodziców. Oni są zbyt zajęci walką ze sobą by się tym przejmować. Babcia oczywiście powtarzała jak najęta “powinnaś porozmawiać z ojcem i wybić mu z głowy ten rozwód”, “powinnaś przemówić rodzicom do rozsądku”, “powinnaś… “.
Spoko, jeszcze tylko załatwię sobie różdżkę, przeszkolenie w Hogwardzie i już lecę…..
Całe życie próbowałam im coś wytłumaczyć, myślałam, że to ma sens. W końcu zrozumiałam, że nawet gdy proszą o radę, to i tak jej nie chcą. Od początku do końca robią to co chcą i tak też jest tym razem. Poza tym nie mogłabym z czystym sumieniem namawiać ojca na pozostanie, bo uważam, że rozwód do dobry pomysł, tylko sposób w jaki to przebiega…
Poza tym wkurzyłam się na staruszkę: jakie “powinnaś” ?? Czemu ja mam być za to odpowiedzialna?? Od dziecka obarczano mnie odpowiedzialnością za los rodziny, odpowiedzialnością, która powinna spoczywać na dorosłych. Jeśli już ktoś POWINIEN coś zrobić, to babcia, wujkowie i reszta DOROSŁYCH członków rodziny. A nie wrzasnąć “POWINNAŚ” i czują się rozgrzeszeni, a ja zostaję sama z problemem. Babcia ciągle traktuje mamę jak 5 letnia dziewczynkę, zdejmując z niej wszelką odpowiedzialność. Ok, jak chce to niech tak robi, ale nie zgadzam się by jednocześnie zobowiązywała mnie do ponoszenia tego konsekwencji i robienia za mamę tego, czego ona nie chce zrobić dla samej siebie.
Po 2 dniach okazało się, że rozmowa z babcią miała jeden efekt. Moja mama na prawo i lewo deklaruje, że ratuje majątek rodzinny… Nie wiem już śmiać się czy płakać.
Update:
Doszło do oficjalnej rozmowy moich rodziców i mojego chrzestnego, który ma doświadczenie związane z upadłością firmy. Problem, że mama się uniosła honorem i uparła, że dom owszem trzeba sprzedać, ale za pieniądze należy spłacić ZUS i innych wierzycieli. A to, że ona, mój brat i tata nie będą mieli wtedy gdzie mieszkać, to już ją nie obchodzi… Nadzieja, że tymczasowo oficjalnie przepiszą dom na brata, a on pozbyć się pieniędzy nie da.