Wróciłam. Powoli przestawiam się z powrotem na życie w dużym mieście, szybsze tempo, pracę. To zadziwiające ile dystansu daje taka całkowita zmiana środowiska.
Urlop był wspaniały. Miałam trochę obaw związanych z tym jak się dogadamy z Ukochanym – to nasz pierwszy dłuższy wyjazd razem. Akurat świeżo byłam po zwierzeniach koleżanek jak to różna wizja i oczekiwania prawie zrujnowały im urlop i zastanawiałam się czy my będziemy w tych innych warunkach równie zgrani jak co dzień. Okazało się, że jak najbardziej. Oboje chcieliśmy przede wszystkim wypocząć w ładnym otoczeniu i trochę pochodzić i pozwiedzać. Zabraliśmy sobie dużo książek, ja jeszcze dokupiłam na miejscu kilka tomów Agathy Christy gdyż trafiłam na wyprzedaż. Jak mieliśmy ochotę to robiliśmy sobie spacer po Kazimierzu, wąwozach, lesie. Jak ochoty brakło to siedzieliśmy w domku, na werandzie lub w pokoju czytając książki. Nic na siłę. Jedyny zgrzyt to to to, że Słońce ma znacznie lepszą kondycję i wytrzymałość ode mnie i mógłby chodzić więcej i dłużej, ale przyjmował ze czułym zrozumieniem żale informatyczki – nogi mi odpadają, odpocznijmy.
Kwatera okazała się wyśmienita – praktycznie poza weekendem mieliśmy CAŁY DOM dla siebie. Pokój na poddaszu, z wieeelkim łożem z czarnymi metalowymi zagłówkami od razu przypadł mi do gustu. Aż chciało się na nim kochać, co robiliśmy praktycznie codziennie albo i częściej
)) Gdy człowiek jest wypoczęty i dysponuje dużą ilością czasu, to i bardziej mu się chce i ma możliwości by poszaleć, lub po prostu cieszyć się bliskością drugiej osoby.
Bardzo spodobało mi się jedzenie śniadania na werandzie. Cisza, spokój, słychać jedynie świergot ptaków i czasem jakiś pies zaszczeka. Ustaliliśmy, że w planach mamy dom z ogrodem i oglądając okoliczne wille wybieraliśmy elementy, które się nam podobają. Ukochany nawet zrobił zdjęcie najładniejszego, by mieć podpórkę do ewentualnych wizualizacji celu
Nie sprawdziły się też moje obawy, czy nie okaże się, że nie potrafię odpoczywać. Okazało się, że z łatwością przeszłam w tryb wypoczynkowy zupełnie przestając myśleć o pracy. Za to po powrocie wyraźnie poczułam jak zmienia mi się sposób myślenia i samopoczucie. Od razu pojawiło się napięcie, przymus ciągłego działania – pracy. Nie podoba mi się to i muszę to zmienić.
Zgrzytem w całym urlopie było spotkanie z tatą i jego kobietą (nazwijmy ją M.). Umówiliśmy się, że skoro spędzają weekend w tym samym mieście to się spotkamy w ramach zapoznania. Ciekawa byłam JEJ. Są już razem rok czasu, wygląda to poważnie, więc stwierdziłam, że warto ją poznać. Ona okazała się być miła, inteligentna i ze zdecydowanie niskim poczuciem własnej wartości. Jak się dowiedziała, że mamy problem z kupieniem sobie co ambitniejszych produktów spożywczych (ach te wiejskie i małomiejsce sklepiki), to przywiozła nam całą torbę przysmaków. Natomiast tata zachowywał się tragicznie. Widać było, że jest w złym nastroju (ostre przejścia z matką z okazji wyjazdu) i wyraźnie odreagowywał na M. Ciągle wbijał szpile, ale potem to bagatelizował, więc niby nie mogła mieć do niego pretensji. Cwana i paskudna taktyka. Nawet Ukochany stwierdził, że z powodu jego zachowania to był bardzo męczący psychicznie dzień. Natomiast sporo zwiedziliśmy, gdyż samochodem da się podjechać dalej niż nieczęsto kursującymi busami. Co znamienne, ojciec znów wyskakiwał ze swoimi zaborczymi zachowaniami pod moim adresem. Wyraźnie przeszkadzały mu wszystkie gesty bliskości i miłości między mną a Moim Mężczyzną. Aż mu M. zwróciła uwagę, że jest o mnie zazdrosny. Powiem szczerze, gdyby mnie jeszcze jak kiedyś poklepał po pupie to bym mu przywaliła.
Oczywiście matka nakręciła babcię, ze zbrodnia się stała i tata pojechał do kochanki. Tata powiedział, że jedzie spotkać się ze mną, więc miałam „wyjątkowo przyjemne” telefony od babci, podczas których stwierdzałam, że nie odpowiadam na jej pytania, bo to moje prywatne sprawy co robię i odkładałam słuchawkę.
Za to ojciec był chyba owładnięty jakąś manią poprzeszkadzania mi i Słońcu, bo po powrocie do domu i awanturze z matką przyjechał do M. i zadzwonił do mnie, że chciałby NA CZARNO zanocować w naszym domku… Cholera, w naszym rodzinnym mieście, 10 min od domu rodziców moje mieszkanie stało puste. Brat miał klucze, bo wpadał go doglądać, gdyby ojciec chciał tam zanocować do naszego powrotu nie miałabym nic przeciwko. Ale zwalać mi się na głowę w trakcie urlopu? O nie… Totalnie głupie, wręcz kretyńskie. Sam zapracował sobie na swoją sytuację, przez rok czasu nie złoży pozwu rozwodowego i nie wyprowadził się od swojej żony, bo ma nadzieję że uda mi się odzyskać część domu. Nic mu się nie uda odzyskać, trzeba było nie przepisywać go na babcię. Poza tym mieszkając tam tylko się kłócą i na pewno nie sprawia to, że mama jest bardziej ugodowa. Nie chce mu się podjąć ostatecznych decyzji i coś zrobić ze swoim życiem, ale poprawiać sobie samopoczucie cudzym kosztem to chętnie. Czuję presje z jego strony bym mu pomagała, ale figa z makiem. Nic moim kosztem i nic kosztem mojego związku. Poza tym pomóc mogę komuś, kto chce coś sam zmienić, naprawić, potrzebuje tylko wsparcia, ale już nie „pomagam” osobom, które chcą się tylko wyżalić i wymagają by ktoś wziął na siebie bałagan jaki narobiły. Wampirom wszelkiej maści mówię NIE!
Przede mną przyjęcie weselne Przyjaciółki. Tak się cieszę, że ją zobaczę zanim znów wyjedzie na drugi koniec świata. A od wtorku do mojej ostatnio ulubionej gry MMORPG- Runes of Magic dochodzi rasa elfów, dlatego zapowiedziałam Słońcu, że znikam na jakiś czas robiąc postać elfiej magiczki
)) Mam tylko dylemat jaką drugą klasę wybrać. Cóż będę w temacie uzależnień i kompensacji, więc może dokończę artykuł dla Ratibusa
A zboczenie graficzno-informatyczne sprawiło, że wczoraj pół dnia dostosowywałam interface gdy do nowych klimatów. Mam ramki stylizowane na pnące się rośliny i masę przydatnych addonów. Ja gadam o elfach a Słońce o nowym Flash poincie i Armie 2. Ja nie rozumiem Jego, a on mnie, ale tolerujemy swoje hobby
Czas spać, jutro nie mogę pospać do południa. Niestety.
Widze, że też jesteś fanka Agathy Christie:) Jak byłam w liceum to była to moja obowiązkowa lektura wakacyjno-plażowa. Pozdrawiam!
Przez: Ratibus w 15 wrzesień 2009
o 07:45
Teraz wyszukuję książki, których JESZCZE nie przeczytałam i staje się to coraz trudniejsze. Ale muszę przyznać uwielbiam ten klimat. Innych książek z tego gatunku nie czytam, bo za kryminałami jako takimi nie przepadam, ale Agatha Christy ma “to coś”. Bardzo miła książka na leniwy wieczór czy popołudnie (nawet jeśli trup ściele się gęsto).
Przez: Lady Mrau w 15 wrzesień 2009
o 10:45
Ja tak samo mam jeśli chodzi o kryminały – tylko Agatha:)
Przez: Ratibus w 15 wrzesień 2009
o 13:47