Po dłuższym czasie potrzebnym do wyjścia z szoku, wyciszenia emocji i podjęcia wspólnej decyzji i szeroko rozumianego dojrzenia do nawiązania kontaktu z nowo odkrytym bratem, kilka godzin temu wysłałam mu wiadomość przez nk.

Może z pięć minut kiwałam się patrząc na przycisk “wyślij”. Po wysłaniu wcale nie było lepiej. Jest druga w nocy, a mnie nosi po mieszkaniu i o spaniu nie ma mowy. Nawet jeśli wiem, że to irracjonalne, że może nie odpisać lub odpisać za kilka dni, to moje życie zmieniło się w pełne napięcia wyczekiwanie.

Odpisze – nie odpisze, czy o nas wie? ile?, chce nas znać czy nie, czy matka nastawiła go przeciw ojcu, nam ? Tak wiele pytań, tak wiele możliwych odpowiedzi…

Narzeczony spytał się czego oczekuję, na co liczę… Nie wiem sama do końca. Myślę jednak, że każdy luźny kontakt z choć wysyłaniem sobie życzeń na święta jest lepszy nić nie znać siebie wcale.

W moim życiu jest luka, która domaga się wypełnienia. Duża ilość pozytywnych uczuć, które chciałaby znaleźć ujście, a jednocześnie wątpliwości, które domagają się wyjaśnienia.

To ja przeforsowałam nawiązanie kontaktu i to zrealizowałam. Młodszy brat się boi. Nic dziwnego, doświadczenie uczy, że każdy członek rodziny to kłopot, więc po kolejnym nie należy się niczego innego spodziewać. Ja też się boję, ale nie chcę dłużej zwlekać.

Dawno jednak nie czułam, że poruszam się tak bardzo po omacku, za jedyne wskazówki mając to kim jestem, w co wierzę. Ryzykując wystawienie tego na ciężką próbę. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dała Jemu i Nam szansy.

Nieznany bracie, proszę odezwij się…